Jakub  31/12/2015 |
Obecny rynek strun basowych w Polsce oferuje różnorodność na niespotykaną wcześniej skalę. Już nie trzeba stosować tylko i wyłącznie dwóch-trzech modeli, które posiada na stanie najbliższy sklep muzyczny, ani płacić kroci za importowanie upatrzonego produktu zza "Wielkiej Wody". Teraz można mieć dokładnie to co się chce bez potrzeby zastawiania przy tym samochodu. W morzu możliwość upatrzyłem sobie, już jakiś czas temu, serię Nickel Wound Electric Slinky Bass firmy Ernie Ball. Pomiędzy kolejnymi setami tych strun sporadycznie "skakałem w bok" z sznurkami innych producentów (D'Addario, LaBella, DR), jednak za każdym razem coś mi nie do końca pasowało.
Nikle EB mają swoje charakterystyczne brzmienie. Nie są tak jasne i agresywne jak struny stalowe, jednak daleko im do strun o ciepłym brzmieniu. Środek i basy oferowane przez te sznurki powodują, że bas bardzo przyjemnie warczy w swoich ulubionych częstotliwościach. Założone na preclu (także przy przybrudzeniu overdrivem) dawały bardzo fajny, dobrze "klejący się" sound.
Dodatkowo warto wspomnieć, że nikle EB sprawiają wrażenie nieco luźniejszych niż struny niklowe innych producentów o tym samym rozmiarze. Warto o tym pamiętać przy zakupie.
Żywotność tych strun jest na dobrym poziomie. Oferują pazur nawet po paru tygodniach średniointensywnego użytkowania. Próby ich odświeżania dawały mieszane rezultaty. Najczęściej efekt nowości szybko zanikał, a brzmienie 'po' było gorsze niż 'przed'.
Definitywnie moje ulubione struny, szczególnie biorąc pod uwagę ich cenę. Polecam!