Daniel  28/06/2020 |
Poszukiwania idealnego efektu overdrive trwały u mnie długie lata... i chyba wygląda na to, że nareszcie dobiegły końca. Były Bossy, MXRy, EHXy, Fulltone OCD... w końcu nadeszła chwila na D&M Drive, dzięki któremu Keeley stał się jednym z moich ulubionych producentów. Ale po kolei.
Przede wszystkim rzecz najważniejsza, czyli brzmienie. D&M Drive to w zasadzie trzy kostki w jednej. Część prawa, "boost" służy u mnie jako transparentny drive, ale śmiało można ukręcić w niej brzmienie Klona. Co od razu rzuca się w uszy - wraz ze zwiększaniem poziomu gaina, barwa zupełnie nie traci na jakości, za to otrzymuje coraz więcej mięska, jednocześnie wciąż zachowując szlachetność i dużą podatność na artykulację. Strona lewa, czyli "drive" to z kolei taka nieco lepsza wersja Fulltone OCD. Zresztą sam fakt, że właśnie po kupnie D&M, pozbyłem się OCD, który siedział u mnie w pedalboardzie prawie siedem lat, wystarczy za samą rekomendację. Tutaj można już fajnie pokombinować z brudem, bez problemu uzyskując barwy a'la AC/DC czy Led Zeppelin. I znowu - efekt nie muli ani trochę, doskonale reaguje na delikatne kostkowanie, ale również porządny atak. Świetna zabawa zaczyna się natomiast, gdy odpalimy dwie strony naraz - tutaj, w zależności od ustawienia poziomu gain, osiągamy brzmienie już bliskie distortion - doskonałe do mięsistych riffów czy zapierającej dech w piersiach solówki. Co więcej - specjalnym przełącznikiem możemy ustawić kolejność obu stron w łańcuchu efektów, i tak - ustawiając boost jako pierwszy, dodajemy całej kości gaina, a przełączając na "drive first", podbijamy volume, co świetnie sprawdzi się właśnie przy grze solowej.
Reasumując - efekt jest zdecydowanie wart swojej ceny, która paradoksalnie, wcale nie jest tak wysoka, gdyż dostajemy tu trzy najwyższej jakości efekty drive, w dodatku oszczędzamy masę miejsca w pedalboardzie. Poza walorami brzmieniowymi, muszę również docenić świetny wygląd efektu - od razu w oczy rzuca się znakomity design, a także porządne wykonanie, dzięki czemu widać, że to nie jest byle co, tylko profesjonalna, najwyższej jakości robota.
Jedyne, do czego mogę się ewentualnie przyczepić, to trochę dziwne umiejscowienie gniazda zasilającego (za blisko gniazda out). Przy używaniu kabelków z grubymi wtykami, można się trochę zdziwić, więc zawczasu lepiej wyposażyć się we wtyczkę kątową i nie przesadzać z rozmiarem złączek.