Są piece które mają po 10 gałek na kanał, wielopasmowe EQ, boostery dołu, góry, środka, boku, tyłu i nie wiadomo czego jeszcze. Całe, życie słuchałem jak to "trzeba wykręcić brzmienie" na czymś takim. Organge Tjunder 30 nie ma takiego wymogu - on zawsze BRZMI. Dwa kanały, 3 gałki na kanał i to w zupełności wystarcza by przejść od ciepłego clean'u, do rockowego przesterowania lamp i potem całość przegiąć do oporu i wejść w Szatański Jazgot Śmierci ® ;) Na kanale 'clean' czujemy się jak w domu - mamy prostą korekcję trebble / bass, a na kanale 'dirty' potencjometr shape dał mi więcej frajdy niż jakikolwiek EQ. Also, 30W wystarcza w zupełności na próby, nagrywanie w studio czy na scenę. Te 30W lampowe zagłusza moje stare 100W solid-state combo kompletnie :P Dla mnie 10/10 - nigdy nie byłem jeszcze tak zadowolony ze wzmacniacza.