Brzmienie z „ręki”. Czy instrument może „wymusić” określone brzmienie?

Brzmienie z „ręki”. Czy instrument może „wymusić” określone brzmienie?

Brzmienie z „ręki”. Czy instrument może „wymusić” określone brzmienie? 

Zestawiamy Fendery Vintera II - Tele vs Jazzmaster!

 

Dziś opowiem o pewnym doświadczeniu który przeprowadziłem celowo i trochę kontrowersyjnie przy okazji nagrywania filmów o nowych instrumentach Fendera z serii Vintera II. Będzie to dość niecodzienny temat i na podstawie brzmienia i unikatowości obu gitar postaram się przedstawić mój pogląd na temat „brzmienia z ręki”. 

 

Na przestrzeni lat utarło się powiedzenie w środowisku gitarowym jak „brzmienie z ręki”. Mimo, że brzmi to dość sztampowo, to jest w pewnym sensie prawdziwe. Jednak by nie było tak kolorowo przedstawię dowody na to, że nie zawsze jest w tym stwierdzeniu prawda. Bo czym jest to magiczne „brzmienie z ręki”? Otóż żeby zabrzmieć dobrze, musimy złączyć w całość kilka czynników, i nie chodzi mi o instrumentarium (choć to pomaga i to bardzo). Żeby mówić o dobrym brzmieniu trzeba spojrzeć szerzej na sam sound. Dla każdego „dobre” brzmienie będzie czymś innym, ponieważ w zależności od gatunku muzycznego którego jesteśmy fanami będzie dotykało nas zupełnie inne poczucie dźwięku. Dla jednych „cienkie i szybkie” przesterowane brzmienie będzie idealne jak w trashu, a dla innych mocno skompresowane nitkowate będzie tym co jest niezbędne do uzyskania spójnego sound w miksie Djentu. Więc mamy pierwszy czynnik jakim jest rodzaj wykonywanej muzyki. Kolejny etap (chyba najważniejszy) to nasze ucho i to co słyszymy i lubimy kręcąc brzmienie. Ponieważ tak naprawdę świadomy gitarzysta posiadający swój unikatowy styl zawsze kręci w tą samą stronę. Znaczy to nie mniej nie więcej, że bez względu na to na czym gra, zawsze ma podobny sound własny. Aby taki rezultat osiągnąć, trzeba lata grać na różnych sprzętach by znaleźć właściwy, lecz trzeba również wiedzieć kiedy się zatrzymać i kiedy zabastować na jakiś czas, by wycisnąć z tego co się ma jak najwięcej. Ponieważ tylko wtedy będziemy mieli pełną świadomość tego, co jeszcze delikatnie zmienić lub co wymienić by uzyskać to co dla nas nazywa się „brzmieniem docelowym”. Nie mówię tutaj o muzykach sesyjnych, którzy muszą nagrywać brzmieniami zgodnymi z trendem lub widzimisię producenta. Pisze tu bardziej o ludziach pracujących nad własnym rozpoznawalnym soundem w zespole bądź jako muzyków niezależnych. Często skupiamy się nad tym jak coś zagrać a nie nad tym jak brzmienie może kreować to co gramy. Skutkiem tego jest powtarzalność a wręcz plagiat brzmieniowy. Przez tego typu stan rzeczy, mamy wrażenie w niektórych gatunkach, że słyszymy „jednego artystę” lub „jeden utwór” bez względu  na fakt ile ludzi wykonuje swoje własne kompozycje. Oczywiście możemy doszukiwać się tutaj rozdzielenia między graniem dla frajdy a graniem zawodowym, i właśnie w odniesieniu do tej drugiej grupy, powinno być to niedopuszczalne. Oczywiście jest sporo zespołów używających niemal tych samych brzmień, natomiast to jak je wykorzystują powoduje, że są unikatowi i w rankingu „pro” są wyżej. Natomiast są to albo innowatorzy stylu, lub „udoskonalacze tego co odkryte”. Myślę, że nagram o tym zjawisku osobny odcinek. 

Dziś jednak nieco w innym kierunku. Czy zastanawialiście się nad tym jak instrument może wymuszać zupełnie inne kierunki w brzmieniu a nawet kreowaniu stylu muzycznego? W tym wypadku brzmienie z ręki to jedno, a wykorzystanie instrumentu i jego wpływ na to brzmienie to dwa różne światy. 

 

Przykładem niech będą dwa instrumenty „trudne” i „ukierunkowane” w kreowaniu tego muzycznego świata jakimi są Telecastery i Jazzmastery. Oczywiście wprawny muzyk na jednym i drugim uzyska przy odrobinie „kręcenia” podobne rezultaty. Ale czy o to chodzi? Chyba nie do końca.

Na start krótkie informacje na temat obu modeli. 

 

Fender Telecaster w docelowej wersji powstał w 1951 roku, a jego prosta surowa konstrukcja przypadła z automatu fanom klasyki rocka i country. Wyposażona w dwa przetworniki single-coil, przykręcany gryf do korpusu czterema śrubami oraz stały mostek to obecnie klasyka brzmienia.

 

Natomiast w 1958 roku światło dzienne ujrzał Jazzmaster, stworzony jako bardziej ekskluzywna opcja Stratocastera. Jak wskazuje jej nazwa, została stworzona dla gitarzystów jazzowych, lecz zdecydowanie częściej sięgali po nią muzycy grający surf rocka oraz gitarzyści alternatywni. 

 

Same konstrukcje pod względem wizualnym, zastosowanych rozwiązań są tak różne, że nie można mówić tutaj o jakimkolwiek podobieństwie. Każda z tych gitar jest wyjątkowa pod względem brzmienia i na przełomie tych wielu dekad jest niemal niezmienna w swej formie, pomijając oczywiście drobne ewolucje powstające na potrzeby nowych muzyków. I właśnie w tej całkowitej odmienności tkwi cała magia nietuzinkowości. Dziś skupię się na zestawieniu a właściwie przedstawieniu Wam bliżej dwóch takich instrumentów z serii Vintera II. Pierwszym z nich będzie Fender Vintera II 60s Telecaster.

 

Jak sama nazwa wskazuje jest to seria nawiązująca do lat sześćdziesiątych, czyli prosta zwarta konstrukcja bez udziwnień i „ulepszaczy”, bo wszystko co proste jest zwyczajnie najlepsze. Korpus wykonany jest z olchy i posiada na swoim pokładzie dwa przetworniki typu single-coil, które nawiązują do okresu w jakimi telecaster miał największy zasięg. Szyjka wykonana z klonu posiada profil znany z lat sześćdziesiątych, czyli taki w którym na początku gryfu był on bardziej płaski a im dalej w górę stawał się grubszy. Na klonową szyjkę naklejono cienką palisandrową podstrunnicę o profilu 7,25” i nabito na nią dwadzieścia jeden progów vintage tall. Całą konstrukcję uzupełnia most vintage z trzema siodełkami na który przychodzą po dwa struny na jedno siodełko, oraz vintageowe klucze. 

Jeżeli chodzi o Jazzmastera to omawianą gitarą jest Fender Vintera II 50s Jazzmaster. Klasyczny kształt korpusu wykonanego również z olchy pobudza wielu muzyków do palpitacji serca. Gryf nawiązuje do lat 60s i wykonany jest z klonu. Naklejono na niego cienką palisandrową podstrunnicę z radiusem i progami dokładnie takimi samymi jak w opisywanym telekasterze. Jazmasster ten posiada rozbudowaną elektronikę o dodatkowe dwa potencjometry, co daje nam możliwość bezpośredniej zmiany ustawień sound w czasie rzeczywistym i dodatkowy czwarty parametr. Mostek który został zastosowany to 6-Saddle Vintage-Style Adjustable with “Floating” Tremolo Tailpiece. Wyposażono go również w struny Fender USA 250R Nickel Plated Steel .010-.046. Oba instrumenty wyposażono w bardzo dobrej jakości gigbagi, co sprawia, że nasze instrumenty nie pozostaną bez zabezpieczenia w czasie transportu, a w czasach kiedy nikt niczego nie daje za free, jest to miły akcent!

 


Jeżeli chcecie zobaczyć i posłuchać jak oba instrumenty brzmią i wyglądają w zestawieniu razem, to zapraszam na nasz kanał YouTube - TV Guitar Center.

 

Pozdrawiam serdecznie i ogień z gryfu.

Tomek Andrzejewski.