
Czy to koniec ery MODELERÓW? Nowy Headrush Prime
Czy to koniec ery MODELERÓW? W jakim kierunku zmierza świat gitarowego brzmienia i co przyniesie najbliższy czas w tym temacie.
Cz. 1 Headrush Prime.
Na samym początku, zanim zacznę moje rozważania na tematy związane z modelowaniem i tym co się obecnie dzieje na światowym rynku w tym temacie chciałbym, żebyście wzięli sobie do serca jedno zdanie - „Każde urządzenie to tylko (i aż!) narzędzie w kreowaniu brzmienia, ale najważniejszym „modelerem” brzmienia jesteś TY sam”.
A teraz do rzeczy. Sam tekst jest bardzo obszerny, więc w tej części skupię się tylko na wstępnych zagadnieniach, plus oczywiście kilka słów o bohaterze naszego odcinka jakim jest Headrush Prime. W samym pomyśle na ten cyjkl, będę przedstawiał różne urządzenia z ich mocnymi i słabszymi stronami. Oczywiście wezmę pod uwagę również budżet, bo jest sporo bardzo dobrych urządzeń, które mogą sprostać nawet jako podstawowy sound dla muzyków grających na scenie.
Pytanie które nasuwa się od samego początku, to co dalej z modelingiem. Pamiętam pierwszy poważny już multi jakim był Line 6 POD w wersji „nerki”. Był to absolutny szok dla środowisk gitarowych, bo nikt nie przypuszczał, że tak „dobrze” może grać „multiefekt”. Ale co było tak naprawdę wyjątkowego w tym pierwszym sprzęcie, za który wielu dałoby się wtedy pokroić? Miała nie lekką, ale gigantyczną przewagę nad konkurencją, a ta przewaga to brzmienie.
Na tamten czas najsłabszym ogniwem w samym obrazowaniu dźwięku była sekcja przysłowiowej kolumny. W większości przypadków była to opcja bazująca na rozbudowanej equalizacji. Producenci wykorzystując EQ i pewne filtry starli się symulować niektóre ze znanych kolumn gitarowych z różnymi mikrofonami i różnym skutkiem. Oczywiście było to dość mizerne, lecz grać się na tym dało. Nawet wspomniany POD 2.0 miał z tym problem, gdyż wszystkie „paczki” brzmiały jak przykryte kocem. Ale to oni zbliżyli się do momentu w którym nagrany dźwięk był już całkowicie akceptowalny przez większą część środowisk gitarowych. Było pewne, że kolejnym krokiem będzie dopracowanie samego obrazu symulacji wzmacniaczy, ale bez dobrej „paczki” nic z tego nie będzie . I pojawiło się rozwiązanie zaczerpnięte ze środowiska muzycznego, lecz nie stricte gitarowego. Nazywało się to Impulse Response, w skrócie po prostu IR. Z tego co się orientuję najpierw w ten sposób uzyskano reverby i w takiej formie używały tego studia nagrań. IR przekładając łopatologicznie jest brzmieniem zawartym w krótkim sygnale „impulsie” WAV. Nie będę się na ten temat rozpisywał, gdyż materiałów w sieci jest o tym tona, a nie o tym jest dzisiejsza treść. Jedyne na co warto zwrócić uwagę to fakt, że można było w ten sposób „kraść” brzmienie kolumn z mikrofonem i aurą pomieszczenia. To był cios. Nagle brzmienia gitarowego modelingu ożyły i zbliżyły się do tego, co chcielibyśmy usłyszeć z monitorów lub systemu PA naszego Stacka, zamkniętego i omikrofonowanego w pokoju obok. Zaczęła się era z serii „kto ma IR, ten ma władzę”. Coraz lepsza jakość samych impulsów oraz wierniejsze obrazowanie wzmacniaczy pozwoliło na uzyskanie imponujących możliwości. Wszyscy wielcy gracze na rynku poszli w tym kierunku otwierając furtkę mniejszym firmom, które próbowały ich gonić. Zazwyczaj ze świetnym skutkiem, co dla nas muzyków było na plus, głównie z powodu tego, że mając dobre urządzenia i tak zostawało nam trochę w kieszeni. By pozyskać klienta w tym gitarowym świecie, gdy brzmienie jest już tak dobre w większości sprzętów tego typu liczy się coś więcej, czyli wyjście naprzeciw samym prośbom użytkowników. Tak też zaczęto dodawać interface audio, sporo gniazd wejść i wyjść, rozbudowane procesory (by nie brakowało im mocy), duże czytelne ekrany (w tym ekrany dotykowe), footswitche z ekranami nazw i kolorowymi ringami oraz edytory na komputery takie jak PC i Mac. Ciekawe było to, że nikt nie przejmował się bezczelnym kopiowaniem najlepszych funkcji oraz dizajnerskiego podejścia. Urządzenia stawały się podobne pod każdym względem, lecz każde nowe dodawało kilka ciekawych rozwiązań więcej, napędzając konkurencję do tego, by mogły zaoferować jeszcze coś ciekawego od siebie. I w tym momencie pojawił się on….

Nie, nie Headrush Prime, o nim w podsumowaniu. Tym co zmieniło oblicze i wytyczało ścieżkę przez całą dekadę był KEMPER!
Okazało się, że da się zrobić wiele więcej niż tylko „ukraść” brzmienie kolumny! Można ukraść cały wzmacniacz, a właściwie jego główny sound i to tak wiernie, że różnią go tylko drobne niuanse. Sprawiło to, że sceny i studia zasypane zostały tym sprzętem i do dziś po wielu latach od wydania, jest to nadal profesjonalny sprzęt mający wielu wyznawców. Właśnie Kemper faktycznie zmienił całkowicie rynek i był niepokonany …..do niedawna. O ile Fractal poszedł maksymalnie w jakość modelingu otwierając sobie furtkę również do profilowania, to cała reszta rozpoczęła prace nad własnymi „kopiarkami” wzmacniaczy. Każdy liczył na to, że zrobi to któraś z wiodących firm na rynku takich jak Line 6, Boss czy Fractal, a tu niespodzianka. Jest i on! Neural Quad Cortex, który do niedawana (wydawało się, że rozbił bank). Firma rozpoczęła od produkcji genialnie brzmiących pluginów, które również zrewolucjonizowały rynek w tym segmencie wtyczek. Zaczęli więc pracę nad urządzaniem Hardwerowym i udało się. Niesamowicie zgrabne urządzenie z dużym wyświetlaczem, czterema mega mocnymi procesorami oraz swatchami, które są enkoderami, na moment zmiażdżyło konkurencję. Zapotrzebowanie rynku było przeogromne, że firma nie dawała rady z terminami oddania urządzeń dostawcom. To świadczy o tym, jak dobre było i nadal jest to urządzenie. Miało jednak kilka wad. Pierwsza z nich to aktualizacje, były strasznie rzadko i nie zapowiadało się na to, by producent był wstanie sprostać terminowym updatom. Drugim dużo ważniejszym minusem była cena. Na początku była wręcz zaporowa. Dlatego jakim wielkim szokiem było, gdy znana od lat włoska firma IK Multimedia wypuściła najpierw plugin z możliwością tzw. Capturingu (odpowiednik profilowania czy klonowania) a następnie w niesamowicie atrakcyjnej cenie urządzenie Hardewerowe jakim jest Tonex Pedal. To był strzał w dziesiątkę, mimo, że urządzenie jest ograniczone. Nie jest to ALL in ONE, jak większość modelerów czy Kemper z QC. Natomiast może być genialnym rozwiązaniem dla gitarzystów posiadających mały pedalboard. Brzmienie i Capturing wzmacniaczy jest oszałamiający a hype na to urządzenie i jego braki na półkach sklepowych mówię jedno. Jest wyśmienicie. Minęło zaledwie kilka tygodni od wprowadzenia tego małego wariata na rynek a tutaj niespodzianka!!!

Wchodzi Headrush Prime. I szczerze? Tego się nie spodziewałem. Myślałem, że pierwszym graczem będzie Line 6 z nowym Helixem, bądź zupełnie czymś nowym (nadal mam nadzieję na ich szybki ruch), natomiast to co zaprezentował Headrush zwala z nóg. To nie jest odświeżony Headrush Pedalboard a zupełnie nowy kombajn-kserokopiarka i to nie tylko dla gitarzystów ale i wokalistów. A co najważniejsze? Cena produktu zostawia konkurencję przy możliwościach urządzenia daleko w tyle. Duża metalowa obudowa z wielkim wyświetlaczem dotykowym i wbudowanym pedałem ekspresji nie pozostawia złudzeń, że ten pancerny czołg będzie służył niezawodnie w naszej scenicznej armii. Nie bez kozery nazwa Prime, bo to chyba będzie obecnie główny produkt z serii ALL in ONE na rynku. Maszyna ta posiada wszystko to co konkurencja, tyle że taniej i na tym samym poziomie, a co więcej? Po prostu posiada więcej! Ma odświeżony design zewnętrzny i wewnętrzny, możliwość klonowania wzmacniaczy, kostek ze świetną funkcją dodatkowego EQ przy „zgrywaniu” swojego zewnętrznego urządzenia, by zbliżyć się podczas robienia capturingu do tego co słyszymy z urządzenia referencyjnego. Dodatkowo możemy stworzyć dwa niezależne łańcuchy i używać go z dodatkowym instrumentem lub wokalem, który uwaga, posiada sekcję własnych efektów wokalnych jak i inteligentny AUTO TUNE do strojenia wokalu w czasie rzeczywistym. Będzie to przydatne nie tylko live ale i przy nagraniach. Sam jakość efektów i brzmienie jest po prostu świetne, a biorąc pod uwagę fakt, iż Headrush to dziecko softwarowej firmy AVID możemy być pewni, że nie zabraknie nam poprawek i samego rozwoju urządzenia. Myślę, że docelowo będzie on jednym z najczęściej widocznych sprzętów na obecnych scenach, a może i w domowych studiach nagrań dzięki wbudowanemu interface audio (24bity/96kHz), który wystarczy w każdej sytuacji.

Najważniejsze cechy Headrush Prime oprócz klonowania urządzeń, to:
- Looper: do 5 minut pętli, do 20 minut łącznej długości dźwięku,
- 7-calowy ekran dotykowy wraz z interfejsem
- Ogromna biblioteka brzmień
- HeadRush Cloud
- Obsługa plików IR
- Tryb Hands-free
- Wielordzeniowy procesor
- Interfejs audio USB
- Mnogość złącz w tym phantom 48v dla mikrofonów
- Możliwość ćwiczenia z utworami umieszczonymi w Drop Box
To tylko niektóre z cech urządzenia. Po więcej informacji zapraszam na naszą stronę rguitarcenter.pl oraz nasz kanał YouTube TV Guitar Center, gdzie dowiecie się wiele więcej na temat Hadrush Prime oraz innych urządzeń do siania „spustoszenia” na gitarach!
Pozdrawiam serdecznie i ogień z gryfu Tomek Andrzejewski.


