Fender Standard Stratocaster 2025 - Seria gitar, która łączy wszystkie kropki!

Fender Standard Stratocaster 2025 - Seria gitar, która łączy wszystkie kropki!

Fender Standard Stratocaster 2025

Seria gitar, która łączy wszystkie „kropki”!

 

Kto z nas gitarzystów czy pań gitarzystek nie marzył o Fenderze? Pewnie znajdzie się zaledwie mała garść muzyków, którzy zaprzeczą chęci posiadania instrumentu tej najpopularniejszej marki na świecie. I nie będę się dziś skupiał na powrocie do historii, opowiadania o zasługach samego Leo Fendera dla szeroko pojętej muzyki. Nie będę też opisywał zacnych endorserów, czy ogólnie gitarzystów używających Fendera na scenie i w studiu nagrań (a byłaby to długa lista, i to tylko tych, którzy są najbardziej znani na świecie). Natomiast skupię się na nas, zwykłych zjadaczach chleba, którzy słuchając tych wielkich wręcz epokowych płyt na których słychać właśnie dźwięk wydobywający się z gitary Fender Stratocaster czy Telecaster zamykamy oczy, i wyobrażamy sobie siebie z tym instrumentem na wielkiej scenie. Sam tak robiłem i może to tylko „afirmacja”, ale udało się zagrać kilka „większych” koncertów w życiu :) za co jestem ogromnie wdzięczny, ale to historia na inny czas. W wielu przypadkach nasza chęć posiadania jednej z tych gitar dochodzi wręcz do obsesji. Ilu znam gitarzystów kupujących tą gitarę i będących dumnym czasem bardziej z samego jej posiadania, niż tego jak grają. Lecz to wszystko nie ma znaczenia, bo czym jest życie bez spełniania marzeń?

 

Natomiast problem z marzeniami jest taki, że zazwyczaj dotykają prozaicznych tematów w realnym świecie. A zdecydowana ich większość wymaga ofiary jaką są pieniądze. Gdy przychodzi proza życia, nie ma sentymentów. Są opłaty, kredyty, dzieci potrzebujące nowych ubrań, książek do szkoły czy wyjazdu na wycieczkę szkolną. A nie daj „boże” popsuje się samochód? To dopiero katastrofa. Nasze marzenia o posiadaniu schodzą na drugi plan. I tak oddala się ten nasz Fender coraz bardziej. Poszukujemy zatem substytutu. Może były plany na USA, teraz już Meksyk, bo przecież to nadal Fender. I tak. Mega się poprawiło z jakością na plus (choć są tacy, którzy twierdzą że Harley Beton jest lepszy niż wszystkie gitary na świecie). Niewiarygodne, że ktoś może tak myśleć i rozsiewać takie brednie, ale wracając do tematu. Tak, nawet w pewnych momentach ten Player staje się drogi. Więc co, Squier? Dlaczego nie? A co gdybym teraz napisał, że Fender jest jeszcze tańszy? Że możecie mieć prawdziwego Fendera nieco drożej niż Squiera Classic Vibe? Zapytacie pewnie, ale używanego? Odpowiadam zatem. Mamy nowego Fendera w rodzinie!

 

 

 

A w zasadzie to nową serię która zwie się Fender Standard i wykonana jest w Indonezji. Ja osobiście ucieszyłem się na samą wieść o kraju produkcji, gdyż tam pracują już wykwalifikowani lutnicy od kilku dekad parający się tym fachem. Sam miałem kilka indonezyjskich gitar i są naprawdę świetne. Tam nie zarabia się już jak w krajach trzeciego świata, a w niektórych firmach produkujących gitary zarobki są lepsze niż w niektórych naszych branżach. Dlatego był to dobry wybór jeżeli chodzi o tanie Fendery. Do dyspozycji mamy Stratocastera w opcji przetworników SSS i HSS, Telecastera oraz dwie gitary basowe - Jazz Bass i Precision Bass. Do dyspozycj mamy aż sześć odsłon kolorystycznych oraz dwa rodzaje drewna na podstrunnicy - Laurel (wawrzyn) lub klon.

 

Stratocaster z serii Standard posiadają dwupunktowe mosty tremolo ze stalowymi siodełkami wykończonymi w satynie co mocno przykuwa uwagę i daje niesamowite możliwości użytkowania go w realnych warunkach studyjnych czy koncertowych, bo jest zwyczajnie stabilny. Natomiast to co wspólne we wszystkich modelach to rodzaj podstrunnic o których wspomniałem, czyli w zależności od tego co wolimy (jaśniej czy ciemniej) mamy do wyboru klon lub drewno laurel. We wszystkich instrumentach z tej serii również profil gryfu to modern „C” a podstrunnica posiada radiu dziewięć i pół cala. Pozwala to ustawić bardzo komfortową akcję strun i podciągać je bez obawy o to, że zgasną zaraz po podciągnięciu. Wszystkie modele mają również przetworniki oparte o magnesy ceramiczne, i mimo że to właśnie tu możemy doszukiwać się oszczędności, to brzmią rasowo jak na Fendera przystało. Korpusy w tych gitarach zbudowane są z drewna topoli i we wszystkich zamontowano oryginalne klucze fendera. Co ciekawe jakość samych gryfów jest tak dobra, że ręka sama gra po satynowym wykończeniu szyjki.

 

 

 

Zadbano nawet o takie detale jak lamówka osłony pręta, która również wykonana jest z drewna jak w drogich fenderach. Samo wyregulowanie tych gitar po wyciągnięciu ich z kartonu zaskakuje. Bo nie dość że most ustawiony jest pod lekkim kątem jak gitarach tej marki z wyższej półki, to nie można się przyczepić do samej intonacji i akcji strun. Nawet struny na siodłach są na idealnej wysokości, a to nie zdarza się nawet w gitarach drogich (wiem, bo serwisuję gitary wszelakie). Nawet dwadzieścia jeden progów o szerokości „Medium Jumbo” nie działa na mnie na minus. Bo biorę pod uwagę fakt, że firma nadal chce sprzedawać instrumenty takie jak seria Player, i nie pozbędzie się swoich dodatkowych atutów, by narażać się na straty. Ale przecież jeszcze nie tak dawno gitary typu Stratocaster produkowane w Meksyku również posiadały mniej progów i nikt nie podnosił z tego powodu larma. Dlatego liczę na ludzki zdrowy rozsądek a tak na marginesie, dla wprawnego lutnika „dorzucenie” takiego progu, to pół godzinki zabawy. Moim skromnym zdaniem te instrumenty to strzał w dziesiątkę i jeżeli szukasz prawdziwego fendera którego możesz nawet kiedyś zupgradować, to jest to gitara dla każdego. Zatem jeżeli poszukujesz gitary, nie chcesz bądź nie możesz wydać większej gotówki, to możesz mieć własnego Fendera, bez spiny o jutro.

 

Pozdrawiam serdecznie i ogień z gryfu

Tomek Andrzejewski