Jazzmaster jest dobry na wszystko? Przekonajmy się!

Jazzmaster jest dobry na wszystko? Przekonajmy się!

Jazzmaster jest dobry na wszystko? Przekonajmy się!

 


Przyszła mi ostatnio do głowy dość niecodzienna myśl. Zacząłem się zastanawiać, czy nasze niektóre zmysły, lub ich brak, mogą wpływać na twórczość. Znamy przecież sytuacje, gdzie niewidomi artyści tworzyli niesamowite dzieła muzyczne (bo w tym temacie będę się poruszał) i mam przed oczyma Beethovena, nadal komponującego już po utracie słuchu. Tak słuchu, „nie przesłyszeliście się” :)

Idąc tym tokiem myślenia i ogrywając masę instrumentów w swoim życiu mogę stwierdzić, że wszystko ma znaczenie. Dotyk, czyli jak czujemy dany instrument, daną grubość strun oraz ich akcję (wysokość nad progami), może mieć gigantyczny wpływ na to, jak bardzo ekspresyjnie będziemy grać. Co za tym idzie, nasza twórczość może podążać w zupełnie innym kierunku niż się spodziewamy. Kolejny i dość oczywisty zmysł dla muzyka to słuch. Mam na myśli ten fizyczny aspekt życia, czyli fale akustyczne które przenoszone są bezpośrednio do naszych uszu. Pisze o tym celowo, by ustrzec się przed osobami, które doszukują się w tym stricte fizycznym aspekcie jakiejś metafizycznej głębi, gdyż nieraz słyszesformułowania typu „ja słyszę muzykę w moim sercu” lub „słyszę wewnętrzny głos i przekładam go na dźwięki”. Tak, to wszystko ma prawo bytu z prozaicznej przyczyny. Tworzenie jest czymś więcej niż tylko odgrywaniem wyuczonych fraz, więc można stwierdzić, że to dar wypływający z nas samych. Lecz dziś nie o tym, a właśnie o zwyczajnych i zmysłowych aspektach naszej codzienności. Wracając do tematu. Słuch i jak słyszymy zmienia postrzeganie muzyki całkowicie. Nasze uszy potrafią przenosić specyficzne alikwoty w różnoraki sposób, więc to co słyszymy, możemy słyszeć inaczej niż ktoś inny. Mam na myśli, że dwie te same osoby słuchając tego samego utworu zarejestrowanego w tym samym miejscu, z tą samą dynamiką i głośnością mogą zwracać uwagę na inne niuanse. I nie te związane z naszą wrażliwością, ale prozaiczne jak wysokość dźwięku (więcej lub mniej wysokich lub niskich tonów), co może przekładać się docelowo na to, czy jakiś styl lubimy bardziej lub mniej. Zaraz zaraz. Skąd wiesz, że tak jest - padnie pytanie. Jesteś naukowcem? Może skończyłeś akustykę? Nic z tych rzeczy. Gram tylko trochę na gitarze i to właśnie pomaga mi w zrozumieniu tego fenomenu. Zobaczcie. Jest tak wiele instrumentów, które mają swój własny i niepowtarzalny ton. Jest też wielu muzyków mających dokładnie w głowię mapę własnego brzmienia. Sprowadza się to do tego, że słyszą w konkretny sposób i bez względu na to na jakiej gitarze grają, kręcą brzmienie i brzmią z tzw „ręki” w dokładnie ten sam lub bardzo przybliżony sposób. Przykład? Yngwie Malmsteen grający na gitarze Les Paul brzmi identycznie jak na swoich starych Stratach? Jak to możliwe? Słyszy w określony własny sposób. Wracając na grunt amatorski, są muzycy lubiący szklankę Stratocastera i tacy którzy nie uznają przetworników typu Single Coil. Zatem dwie osoby, słyszą ten sam instrument, jedna go kocha a inna nie może znieść. Zatem słyszymy różnie? Chyba tak. Natomiast największym zmysłem nad jakim się skupię dziś jest wzrok. Wzrok w muzyce? Oczywiście. I nie chodzi o czytanie nut „przynajmniej nie tylko”. Uważam, że wzrok jest jednym z największych (wiem, to dość mocne stwierdzenie) zmysłów wpływających na muzykę. Przecież w dzisiejszych czasach liczy się przede wszystkim to, co i jak postrzegamy. Świat zanurzony w smartphonach i przed ekranami wszelkiej maści. Gdy myślisz o zakupie gitary do głównie z powodu jej brzmienia? Czy może jednak najpierw gdzieś zobaczyłeś konkretny instrument i stwierdziłeś - jest świetna, podoba mi się!

Poza tym możesz mieć dodatkowo swój ideał kształtu, który będzie Cię stymulował do grania odpowiedniej stylistyki muzycznej. Mając kilka gitar będziesz mógł wybierać, bluesa zagram na stracie a rocka na Les Paulu. Metalowe szaleństwa na V-ce z aktywnymi przetwornikami a Nirvanę na JazzMasterze, bo po prostu pasuje wizualnie. Drapieżne kształty zawsze pchają nas w inne rejony muzyki, a klasyczne w świat przemyślanych pejzaży dźwięku. Sam fakt, że patrząc instrument Ci się podoba, powoduje więcej pozytywnych doznań i sprawia, że po prostu chce Ci się grać. 

Chyba stworzysz lepsze kompozycje gdy nie możesz doczekać się, by chwycić za Twoją ulubioną gitarę, niż grając na czymś co jest dla Ciebie fizycznie brzydkie. Brzydkie (pisze tu o własnych odczuciach estetyki) z automatu sprawia, że nawet najlepiej brzmiący instrument po prostu nam „nie gra”. Więc chyba faktycznie wzrok ma gigantyczny wpływ na to jak gramy, co gramy i nawet jak brzmimy, bo słyszałem już treści typu, podoba mi się gitara, gdy ma pełne humbuckery aktywne. Albo gdy humbucker jest w puszce (a to ma spory wpływ na sound). Lub - nie podoba mi się wizualnie gitara z singlami itp. Dlaczego o tym dzisiaj piszę? Ponieważ uważam, że jest jeden kształt gitary, który miał wpływ na wielu muzyków i dzięki temu instrumentowi zmieniło się podejście do dźwięku ogólnie. Tym instrumentem jest bez wątpienia Fender JazzMaster. 

 

Początek tego instrumentu szacuje się na 1958 rok. Jak sama nazwa wskazuje, miała być to gitara zbudowana z myślą o muzykach jazzowych, lecz na początku lat sześćdziesiątych zawładnęła sercami gitarzystów grających surf rocka. Ja jednak kojarzę Jazzmastera z erą buntu w muzyce i wysypem zespołów grających alternatywę i punk rocka. Ta gitara po prostu ma charakter! Tak bardzo zmieniła świat, że zaczęli po nią (w nieco odświeżonej wersji) sięgać nawet muzycy grający zdecydowanie mocniejsze stylistyki. Jest w niej niesamowity urok i są niesamowite możliwości brzmieniowe. Rozbudowana elektronika potrafiąca zabrać nas w inne, jeszcze nie splądrowane rejony dźwięków. Z tą gitarą wszystko zależy tylko od naszej wyobraźni. Dlatego postaram się szybko zestawić dwa modele w bardzo różnym przedziale cenowym, by dać Wam szansę na zapoznanie się z tym nietuzinkowym instrumentem i wybrać coś na miarę waszego własnego portfela. 

 

Fender Jazzmaster Ultra, to gitara najwyższych lotów i nie jest tak oczywista w swej budowie, mimo, że nadal posiada klasyczne dla Jazzmastera rozwiązania. Posiada olchowy korpus i gryf z klonu. Również podstrunnicą o zmiennym radiusie 10”-14”, co sprawia, że instrument ten będzie absolutnie wygodny dla większości użytkowników. Na podstrunnicę tą nabito dwadzieścia jeden progów jumbo. Świetnie zestawione przetworniki 2 x Ultra Noiseless Vintage Jazzmaster w stylu P90 sprawiają, że paleta barw jest niemal nieskończona. W zestawie otrzymujemy również topowy profesjonalny case. 

 

Kolejny do omówienia jest Squier z serii 40th Anniversary Jazzmaster Gold Vintage Edition. Instrument ten posiada korpus zbudowany z lipy. Gryf jest klonowy. Klonowa jest również podstrunnica o klasycznym radiusie 9,5” z nabitymi dwudziestoma jeden progami medium jumbo. To niesamowicie piękna gitara, oparta o przetworniki P90 z klasycznym mostem 6-Saddle Vintage-Style with Non-Locking Floating Vibrato.

 


Polecam zobaczyć owe zestawienie na naszym kanale YouTube - TV Guitar Center, gdzie oprócz walorów wizualnych, będziecie mogli dostrzec (lub nie) różnice w brzmieniu. Pozdrawiam serdecznie i ognia z gryfu. Tomek Andrzejewski.