
Krótko i na temat - „Squier 40 Anniversary”. Piękna i bestia w jednym.
Krótko i na temat - „Squier 40 Anniversary”. Piękna i bestia w jednym.
Odkąd tylko pamiętam zawsze słyszałem wśród młodych adeptów gitary (i nie tylko młodych) tekst. „Squier to podróba Fendera”. W naszej rzeczywistości ugruntowało się to tak mocno, że ciężko było przekonać kogokolwiek o sensowności zakupu instrumentów z sitodrukiem tej marki na główce gitary. Zazwyczaj nabywali ją ludzie, którzy rozpoczynali swoją przygodę z gitarą a „pan ze sklepu” powiedział, że jest to idealny kompan na początek naszej drogi z instrumentem. Oczywiście piszę tu o czasach przed internetem. Początek lat dziewięćdziesiątych w naszym kraju pod względem opowiadania bajek przez naszych „lutników” w tamtym okresie przebijał nawet najwspanialsze historie Jana Christiana Andersena (dla niewiedzących kto to, to twórca baśni dla dzieci). Wiązało się to z faktem, że sami żyli dostatnio z produkowania przeolbrzymiej ilości kopii znanych gitar, gdyż u nas był deficyt w towarze. I tak łatka przyklejona gitarom marki Squier rozrastała się niemiłosiernie. Oczywiście sama marka „matka” też była trochę temu winna wypuszczając słabe modele z początków produkcji w Chinach. Lecz uwierzcie. Sporo się zmieniło. I o ile nie wrócą już czasy gdzie japoński Squier był traktowany na równi z protoplastą, to i tak jakość tych instrumentów w odpowiedniej półce cenowej jest obecnie lepiej niż dobra.

Ale od początku. Był rok 1982 gdy ktoś w firmie Fender stwierdził, że trzeba ruszyć z tańszą alternatywą instrumentów dla ludzi, którzy nie mają budżetu na gitarę z logiem na „F”. I szczerze mówiąc zamysł był wspaniały i do dziś olbrzymia ilość firm idzie tą samą już wydeptaną ścieżką. Pierwsze wypusty firmy były naprawdę wybitne jakościowo a produkowano je w Japonii. Myśl przewodnia była taka, by jakość instrumentów była nie gorsza niż w USA, lecz cena produkcji pozwalała na relatywnie spore zyski. I muszę stwierdzić, że udało się to w 100%. Choć może i w 200%, bo pojawił się problem. Japończycy chyba za bardzo się przykładali do swojej pracy i produkt z logiem Squier przestał ustępować gitarom marki Fender na krok. A biorąc pod uwagę, że był dużo tańszy zaczęto obserwować spadek sprzedaży modeli z logiem Fendera. Na poświadczenie moich słów są ceny, na znanych światowych portali aukcyjnych tych gitar, właśnie z lat osiemdziesiątych i wyprodukowanych w kraju kwitnącej wyspy. Zaprzestano zatem produkcji w Japonii i szukano innych alternatyw. Korea, Chiny, Indonezja i tak toczył się proces produkcji faktycznie tanich gitar. Wprowadzano nowe kształty. Do tradycyjnych Stratocasterów dołączyły Telecastery a następnie Jazzmastery. Rozwijała się też seria gitar basowych jak Jazz Bass i Pecision Bass. Trzeba przyznać, że Jazz Basy Squiera od początku cieszyły się świetnymi opiniami i pozostaje tak do dziś. Dlatego postanowiono kontynuować to co najlepsze i trwa to do dnia dzisiejszego. Tak właśnie minęło czterdzieści lat od zrealizowania pierwszego egzemplarza Squiera!

Na pamiątkę tego wydarzenia Fender wypuścił rocznicową i limitowaną serię gitar w bardzo szerokiej gamie modeli i kolorów. Znajdziemy tu Stratocastera, Telecastera, Jazzmastera oraz dwie gitary basowe jak
Precision Bass i Jazz Bass. Należy dodać, że wszystkie te gitary są dostępne w dwóch odsłonach, mianowicie w opcji Gold Edition i Vintage Edition.
Wszystkie gitary jak przystało na jubileuszową wersję są bardzo okazałe i doczekały się kilku modyfikacji. Na pierwszy ogień kolor hardweru. Wszystko w tych instrumentach lśni złotym połyskiem. Mostek, klucze a nawet maskownica przetworników wygląda, jakby została wywieziona przez Hiszpanów z miasta Azteków. Jest po prostu bogato! Również przetworniki zostały zmodyfikowane by zbliżyć się jak najbardziej do brzmień klasycznych protoplastów i zostały zaopatrzone w magnesy alnico, a zwą się Designed Alnico Single-Coil. Gryfy o profilu „C” wykonane są z klonu i polakierowane na wysoki połysk. Dodatkowo mamy ożyłkowaną podstrunnicę z drewna Indian Laurel w wersji Gold Edition, natomiast w Vintage Edition podstrunnica wykonana jest z klonu. W obu wersjach gitary mają nabite po dwadzieścia jeden progów i w obu radius podstrunnicy to 9,5 cala. Fajnym dodatkiem są markery w kształcie prostokątów wykonane z imitacji masy perłowej. Stwarzają wrażenie, że gitary są sporo droższe niż w rezultacie jest, co jest jak najbardziej przyjazne naszym portfelom. Dodam tylko, że wersja prostokątów jako markerów niedostępna jest w gitarach Vintage Edition. Tutaj znajdziemy zwykłe, lecz bardzo dobrze komponujące się z całością i znane nam od lat kropki. Na główkach znajdziemy logotypy inspirowane oryginalnymi logami Fendera z lat siedemdziesiątych, co dodaje wizualnie prestiżu tym instrumentom. Należy nadmienić, że płytka/maskownica wykonana jest z anodowanego aluminium, a to naprawdę miły akcent ze strony Squiera. Gryf z korpusem we wszystkich gitarach łączony jest na cztery śruby przez metalową płytkę z eleganckim grawerem upamiętniającym rocznicowe modele. W większości rocznicowych Squierów korpusy wykonane są z egzotycznego drewna Nyatoch, jedynie w Jazzmasterach korpusy są lipowe i jest to spowodowane pewnie samą wielkością korpusu.

Z mojego doświadczenia jakie posiadam z tymi gitarami mogę powiedzieć tyle. Po podstawowej regulacji zgodnej z naszymi potrzebami, otrzymujemy wyśmienite instrumenty za ułamek ceny Fendera. Jakość wykonawcza jest bez zarzutu a dostępny przekrój modeli i kolorów daje nam spore możliwości wybrania tej jedynej gitary o jakiej marzymy. Grywalność i brzmienie jest okraszone Fenderowskim namaszczeniem i słychać to po pierwszym uderzeniu w struny. Myślę, że każdy kto zagra lub nagra na tej serii gitar kilka dźwięków podzieli moje wrażenia, czego szczerze wam życzę, bo gitary zacne a i pieniądz zaoszczędzony.
Pozdrawiam serdecznie Tomek Andrzejewski.


