
Krótko i na temat - Ibanez Jem 7VP WH vs Ibanez Jem JR WH. Jak wypada tani model VAIa?
Krótko i na temat - Ibanez Jem 7VP WH vs Ibanez Jem JR WH. Jak wypada tani model VAIa?
Od kiedy zobaczyłem pierwszego Ibaneza JEMa w rękach niejakiego Steve Vaia, zapragnąłem posiadać tą gitarę bez względu na koszta i konsekwencje poniesienia tych kosztów. Instrument ten był dla mnie absolutną doskonałością w swoim jestestwie. Biel, która kojarzyła mi się zawsze z profesjonalizmem i czystością wydobywanych dźwięków. Złoty hardware dodający jej prestiżu i jakość wykonania, która powalała w każdym aspekcie spasowania wszystkich detali. Jednym słowem MAGIA!
Sprzedałem zatem gitarę, którą miałem, gdyż znalazłem po znajomości (takie były czasy - poczta pantoflowa) by zakupić gitarę marzeń, a była nią Ibanez 7v WH.
Była spora przeprawa z zakupem tego instrumentu, gdyż umówiony klient nie zjawił się po moją gitarę, a umówiłem się z nim trzysta kilometrów od domu. Bez sprzedaży mojej nie miałem odpowiedniej ilości gotówki na zakup gitary marzeń. Usiadłem na stacji benzynowej trzymając moją gitarę w rękach i rozmyślając co zrobić dalej. Pamiętajmy, że to była era przed internetem i telefonią komórkową, więc nie było szans na jakieś szybkie ruchy sprzedażowe. Nagle podchodzi do mnie starszy pan, który tankował ekskluzywny samochód marki której nie będę wspominał i zapytał. Co to za autograf na tej twojej gitarze? Odpowiedziałem, że podpisał mi ją Scott Henderson. Na to pan z ekskluzywnego pojazdu zapytał. A nie chcesz jej sprzedać? Dacie wiarę? Klient nie przyjechał a ja za chwilę sprzedam swoją gitarę jakiemuś gościowi na stacji benzynowej! Tak też się stało. Gitara została sprzedana fanowi Scotta, a ja szybko popędziłem po mojego pierwszego w życiu JEMa. Gdy tylko chwyciłem go do ręki wiedziałem, że to gitara doskonała (w moim mniemaniu w tamtym okresie życia). Zaraz popędziłem do domu gdzie w drzwiach przywitała mnie moja mama. Zachwycony i nabuzowany energią postanowiłem się pochwalić. Mówię, mamo, zobacz jaka cudowna gitarka. Na co moja mama ze stoickim spokojem „ taka jak z odpustu”. Szach mat. Do tego właśnie krótkiego zdania nawiązuje tytuł dzisiejszego odcinka. Ibanez JEM - kochasz lub nienawidzisz!

Wielokrotnie spotykam się z podobnej jakości określeniami tych instrumentów i nawet się nie dziwię. Do zdecydowanej większości gitarzystów przemawiają proste, ale przede wszystkim swietnie brzmiące konstrukcje. Natomiast gitara Steva, kojarzy się z popisywaniem i przerostem treści nad formą, a w tym wypadku nad sensem jaki ma wnieść to do brzmienia. Ale jak cię widzą tak cię piszą. Możesz zagrać najpiękniejsze i najbardziej wysmakowane dźwięki w swoim życiu, lecz gdy będziesz nijaki w tym co robisz nie zostaniesz zapamiętany. A Vaiowi nie można zarzucić braku osobowości. Ten niesamowity muzyk miał i ma do dziś olbrzymi posłuch w gitarowych środowiskach, a to jak gra spowodowało, że miał wpływ na rozwój sporej grupy gitarowych ekspertów. I nie będzie to zupełnie przegięciem, gdy określę Vaia innowatorem sześciu strun. Pomijam jego przeolbrzymi wkład w muzykę celowo, by skupić się na gitarze, która jest marzeniem wielu do dziś.
Na przełomie kilku dekad powstało bardzo wiele modeli tych instrumentów. Ich charakterystyczne cechy to wycięta rączka w górnej części korpusu (Monkey Grip), podcięcie za mostkiem oraz inkrustacja podstrunnicy, która zwie się „Tree Of Life”. Oczywiście pojawiały się instrumenty bez „drzewka życia” jak np. Ibanez Jem 505 czy nawet opcje ze stałym mostem. Były gitary lakierowane w niesamowity sposób, często wydawane w limitowanych nakładach lub opcjach rocznicowych. Pojawiały się nawet gitary mistrza Vaia z lakierem, który miał w składzie jego krew. Jak widzicie kolekcja jest bardzo potężna. Obecnie w sprzedaży pojawiła się PIA, która na jakiś czas zastąpi japońskie modele JEM. Lecz nie musimy się martwić, gdyż biały JEM pojawia się w kilku innych odsłonach. Jedną z nich jest model bliźniaczy do 7VWH czyli Ibanez Jem 7VP WH. Różni się od swojego poprzednika kilkom drobnymi zmianami w budowie. Po pierwsze jego produkcja odbywa się w Indonezji, nie ma czterech ostatnich progów w wersji skalpowanej, ma nieco inny radius podstrunnicy bo nie 16” a 15,75” (co jest absolutnie nie odczuwalne w grze) i sprzedawany jest w pokrowcu zamiast futerału. Sama jakość instrumentu jest naprawdę wyśmienita. Nie ma tu mowy o „gorszym” wykończeniu czy gorszej jakości podzespołów. Most, przetworniki oraz drewno są identyczne jak w modelu japońskim. Samo brzmienie jest fantastyczne i nie odczuwam braku napisu „Made in Japan”. Wiem o czym piszę, gdyż gitar z logo JEM miałem kilkanaście w różnych odsłonach. Korzystając z faktu, że obecnie posiadam właśnie Indonezyjskiego Ibaneza Jem 7VP (czyli wersję premium) postanowiłem porównać ją z budżetowym, ale jak bardzo fajnym Ibanezem JEM JR.

Mam świadomość, że nie każdego stać na drogie instrumenty, a marzy o gitarze swojego idola. Dlatego to zestawienie będzie naprawdę zaskoczeniem dla wielu z Was. I nie mówię tutaj o początkujących i amatorach a o grupie wprawionych w boju muzykach. Ponieważ ten tani instrument potrafi zaskoczyć niesamowicie pozytywnie. Wygląda niemal identycznie jak jego drodzy bracia, jest świetnie wykonany i potrafi zabrzmieć mimo, iż nie posiada markowych przetworników, a stockowe Ibanezowskie Quantumy. Różni się również mostkiem. Lecz taki sam widziałem w latach dziewięćdziesiątych w japońskich Ibanezach RG, a zwały się TRS. Ten most jest naprawdę skuteczny i po odpowiednim wyregulowaniu, śmiało można go używać i to z efektami jakie mostem potrafi robić sam Steve VAI. Korpus w Juniorze zbudowany jest z merantii a podstrunnica z jatoby. Radius podstrunnicy to 400mm czyli bardzo płasko. Dodatkowo samą podstrunnice ozdabia również „drzewko życia” z tą różnicą, że nie jest z masy perłowej a z plastiku. Lecz wizualnie prezentuje się ono tak samo reprezentatywnie jak w drogich „wiosłach” z tej samej serii. Sam gryf wykonany jest z jednoczęściowego klonu, a jego profil to popularny Ibanezowy Wizard III. Najciekawszą sprawą jest to, że doczekaliśmy się sporej palety kolorów tanich Ibanezów Juniorów. Od klasycznych białych i czarnych po żółte a nawet różowe. A jak się ma sprawa brzmienia? Tego dowiecie się z naszego środowego filmu, w którym zestawiam właśnie tego najmłodszego w całej rodzinie JUNIORA z Ibanezem JEM 7VP WH. Lecz mogę Wam już zdradzić, że „młodzież” nie ustępuje pierwowzorowi na krok!
A czy TY pokochasz, czy znienawidzisz ten instrument? Posłuchaj zestawienia i daj znać w komentarzu pod filmem!
Pozdrawiam serdecznie i ogień z gryfu!!! Tomek Andrzejewski :)


