Krótko i na temat - Klasyka vs nowatorstwo na przykładzie Sire Larry Carlton L7 i Yamaha Revstar RSE 20.

Krótko i na temat - Klasyka vs nowatorstwo na przykładzie Sire Larry Carlton L7 i Yamaha Revstar RSE 20.

Krótko i na temat - Klasyka vs nowatorstwo na przykładzie Sire Larry Carlton L7 i Yamaha Revstar RSE 20.

 

Życie to wieczne wybory. Najpierw podstawowe potrzeby, następnie wybory podczas dorastania. Wybory szkoły, pracy, partnera czy partnerki. Wybory mieszkania, samochodu, kuchenki indukcyjnej czy glazury przy remoncie łazienki. Nawet wybrać musimy kolor skarpet, t-shirtu czy garnituru. Gdzie się nie ruszymy „wybory”. Specjalnie pomijam fakt „parlamentarny”, bo mnie irytuje, ale tak czy siak, to faktycznie też wybory. Zastanawiałem się, czy to jakie decyzje podejmujemy ma charakter środowiskowy, czy bardziej to geny? Po dłuższej konkluzji stwierdzam, że i jedno, i drugie. Biorąc pod uwagę fakt, że zostałem muzykiem nie jest przypadkowe. W moim domu zawsze była muzyka i to przez duże „M”. Mogę tylko przypuszczać, że gdyby w rodzinnym domu non stop „leciała” „muzyka” Disco Polo, raczej nie chwyciłbym poważnie za gitarę, chyba prędzej za keyboard z „podkładami”. I to był pierwszy i najważniejszy czynnik środowiskowy. Natomiast czynnik genetyczny, to fakt, że tata grał na gitarze, a w rodzinie miałem filharmoników, więc pewnie miało to spory wpływ na to, co robię obecnie. 

 

Te same czynniki mają chyba dokładnie ten sam wpływ na wybór instrumentów. Muzyka jakiej słuchaliśmy przerodziła się w to, czego słuchamy dzisiaj. A to czego słuchamy, ma wpływ na to, na czym gramy. Często dużym wpływem jest również ulubiony muzyk posiadający własną sygnaturę gitary. Doczekaliśmy świetnych czasów, gdyż producenci nawet w tym temacie o nas zadbali, i zazwyczaj możemy kupić tańsze wersje instrumentów naszych idoli. I kiedy nadchodzi już ten moment wyboru, decydujemy się na sprawdzone legendarne kształty lub wybieramy coś, co jest zupełnie nowatorskie. Większość z nas wybiera klasyczne wzory gitar, ponieważ to te instrumenty zbudowały historię muzyki. Sam jestem fanem gitar, które zapadły mi w pamięci dzięki utworom na nich zagranych oraz tych, które widziałem za młodu w epickich teledyskach na MTV. Tak, kiedyś na MTV puszczano prawdziwą męską muzykę! Lecz mam też olbrzymi szacunek dla rozwiązań nowych, by nie powiedzieć nowatorskich. Cała masa genialnych konstrukcji z nowoczesnym sznytem koncepcyjnym zalewa nasz świat. I nie chodzi tylko o nowoczesne kształty, ale i użyte materiały, których kiedyś nikt by nawet nie użył. Już dziś wiemy, że gitary „niedrewniane” są pełnowartościowymi instrumentami z krwi i kości. Brzmienie, sustain, możliwości jakie nam dają, stawiają je czasem w czołówce. Powrót mody na gitary bezgłówkowe pokazał, że dziwne kształty mają sens, gdy są użyte z wyobraźnią. Równolegle z nowatorskimi gitarami idą umiejętności nowoczesnych gitarzystów. A dzięki nim rozwija się nie tylko technika, ale i powstają nowe, zupełnie inne od dotychczasowych style muzyczne. I o ile kiedyś cała muzyka powstała od bluesa, to stwierdzam, że dzisiejszy kierunek przyszedł właśnie od strony zupełnie nie muzycznej, a technicznej. Wynika on bardziej z liczenia i sprawności niż z samej muzykalności. Ale to dobrze, że świat jest wielowymiarowy w tym temacie. Bo jak inaczej szukać, skoro wszystko by już było zaklepane, z racją na zawsze.

Pisząc o nowatorskich rozwiązaniach, to ostatnio zainspirowała mnie seria gitar marki Yamaha. Seria ta, to Revstar. I choć ma już kilka lat, to jest zupełnie nową i świeżą konstrukcją, która przy każdym zetknięciu z nią inspiruje. To samo mam z klasycznym rozwiązaniem marki Sire. A model o którym napiszę to Sire Larry Carlton L7. Nawiązuje do Les Paul, lecz jest w nim coś, co powoduje, że po kilku dźwiękach zagranych na tej gitarze chce się ją mieć. Niby podobne dwa światy, a jednak tak rozbieżne. Dlaczego na nich się dziś skupiłem? Ponieważ obie gitary są tak samo dobrze grywalne i zbudowane są z takich samych materiałów. Nawet rozwiązania odnośnie hardware są zbliżone. A jednak mimo, tego samego kierunku brzmienia, mają swój unikalny brzmieniowy charakter. Yamaha i Sire zbudowane są z mahoniu. Dotyczy to korpusu i wklejonej w nie szyjki. Revstar posiada nieco zmodyfikowane body, gdyż nie dość, że jego kształt to nie single cut, to jeszcze sam korpus jest komorowany. Gitary mają po dwa humbuckery dedykowane do swoich modeli, a wyprodukowane przez Yamahę i Sire (trzeba mieć niezły smak, by zrobić dobrze grające przetworniki do własnych gitar i nie bazować na znanych markach). Wspaniałe jest to, że przetworniki grają naprawdę świetnie, i nie musimy myśleć o ich wymianie ani trochę. Mostki w obu instrumentach to tune-o-matic. Jedyna większa różnica, to podstrunnica. Yamaha wykorzystała sprawdzony od lat palisander, a Sire zaimplementowało nam podstrunnicę z hebanu. Na obie nabito po dwadzieścia dwa progi jumbo. Co ciekawe, Yamaha z palisandrową (miększą ) podstrunnicą brzmi nieco jaśniej niż Sire z twardą hebanową. Myślę, że to bardziej kwestia samej konstrukcji niż właśnie doboru drewna, co potwierdza wyżej wymienione spostrzeżenie. Dodatkowa różnica to klucze. W Sire mamy klucze blokowane, a Yamaha dała nam standardowe, ale bardzo dobre jakościowo klucze olejowe. Obie szyjki mają przyjemny kształt typu „C”, co daje niesamowity komfort z ich użytkowania. Również obie gitarki mają szyjki polakierowane w macie, a korpusy w połysku.

Po ograniu instrumentów stwierdzam, że jeżeli jesteś muzykiem grającym bardzo dużo różnych gatunków muzycznych i szukasz gitary z własnym charakterem brzmieniowym, który da ci możliwość poruszania się w różnych stylach, to wybierz Yamahę. Jest bardziej otwarta w górze i ma to coś, co wyróżni cię brzmieniowo w tłumie. Natomiast jeżeli grasz bluesa, rocka i hard rocka, a brzmienie klasycznego Les Paul wywołuje u ciebie palpitacje serca, to warto uderzyć w kierunku Sire L7. Jest świetnie wykonany, bardzo dobrze brzmi, wygląda ponadprzeciętnie i nie wypruje z ciebie całości oszczędzanego latami grosza. A jeżeli chcesz usłyszeć oba instrumenty w zestawieniu obok siebie, to zapraszam na nasz kanał YouTube „TV Guitar Center”, gdzie będziesz mógł na własne oczy usłyszeć te dwie wyjątkowo fajne gitary. A kto wie, może wtedy dopiero dokonasz właściwego „WYBORU”.

 

 

Pozdrawiam serdecznie i ogień z gryfu, Tomek Andrzejewski!