
Krótko i na temat - Mieć, czy mieć i być? Zestawiamy gitary z dwóch różnych światów finansowych. Fender Stratocaster American Ultra vs Sire Larry Carlton S7.
Krótko i na temat - Mieć, czy mieć i być? Zestawiamy gitary z dwóch różnych światów finansowych. Fender Stratocaster American Ultra vs Sire Larry Carlton S7.
Dziś, w przedziale miedzy dwa a cztery tysiące złotych możemy kupić kilka wyśmienitych instrumentów. Jednym z nich jest Sire Larry Carlton. Co więcej nie mówimy tu o jednym modelu a kilku, które mogą spodobać się sporej ilości muzyków. Firma oferuje nam instrumenty Single Cut, czyli w kształcie Les Paul (model L7). Gitary typu archtop jak model H7 oraz wersje T7 (klasyczny tele) i najbardziej popularny S7 (stratocaster). Tego ostatniego zestawię dziś z bardzo drogim instrumentem, firmowanym logiem Fendera. Dodam tylko, że wyżej wymienione instrumenty marki Sire Larry Carlton możemy kupić w różnych wersjach kolorystycznych oraz w różnych konfiguracjach przetworników jak HH, HSS, SSS, 2xP90.
Wielu z Was może stwierdzić, że robienie zestawienia tej klasy gitary oscylującej w cenie 2,5 tysiąca złotych z instrumentem za blisko 11 tysięcy jest bez sensu. I tu was zaskoczę.
Odpowiadam zatem dlaczego tak skrajne porównanie. Otóż dlatego, że gdy porównujemy instrumenty o tak dużym rozrzucie finansowym, łatwiej zauważa się różnice.
Wiadomo, że przy instrumencie drogim ryzyko trafienia na coś „średniego” jest o wiele niższe niż przy instrumentach tanich. Czas na dopieszczenie też jest zupełnie inny. Ale i w średniej półce dostajemy czasem nawet więcej niż moglibyśmy się spodziewać w tej cenie. Taką gitarą jest właśnie Sire Larry Carlton S7 z 2023 roku.

Instrument ten cechuje się świetną jakością wykonania oraz bardzo dobrze zestawionym hardwarem i elektroniką. Korpusy w klasycznym kształcie Stratocastera lekko zmodyfikowanymi pod Sireowski sznyt wykonane są z drewna olchowego. Gryf w gitarze zbudowany jest z klonu pieczonego i ma kształt C. Nie jest cienki ale jego kształt sprawia, że gra się na nim komfortowo. Polakierowany jest w satynie. Natomiast podstrunnica z tego samego drewna o radiusie 9,5” polakierowana jest na połysk. To samo dotyczy główki gitary. Krawędzie podstrunnicy są zaokrąglone co daje wrażenie obcowania z dużo droższym i zdecydowanie wyższym jakościowo instrumentem. Progi wykończone przy krawędziach są wzorowo, a nabito ich dwadzieścia dwie sztuki o rozmiarze jumbo. Klucze w gitarze są blokowane a most to dwupunktowe tremolo. Nie możemy zapomnieć też o przetwornikach na magnesach Alnico, co daje nam narzędzie o ciepłym i równym brzmieniu.

Fender Stratocaster American Ultra to gitara doskonała pod każdym względem, ale mówi nam już to cena. Tu nie ma oszczędności. Nawet case jest najwyższych lotów. Olchowy korpus wygląda obłędnie, ma też świetne podcięcie i inaczej ukształtowaną stopę w miejscu łącznia gryfu z korpusem. Nie jest to znane od lat rozwiązanie a bardziej znane z gitar modern. Ogólnie cały pomysł na Fendera Ultra chyba zrodził się z chęci pozyskania klienta nowoczesnego chcącego posiadać Fendera. Gryf wykonany z pięknego klonu posiada podstrunnice o radiusie zmiennym między 10” a 14”, Nabito na niego 22 progi jumbo. Klucze są blokowane a most to dwupunktowe tremolo. Za brzmienie odpowiadają przetworniki Noiselless Ultra. Całkowicie inna jakość. Przyznam, że bardzo przypadły mi do gustu, choć wiem, że klasyczni Fenderowcy twierdzą, że mają mniej Fendera w Fenderze. Ale czy to źle? Nie wydaje mi się. Ta gitara jest po prostu dla innego odbiorcy o bardziej rockowym charakterze.
Wspomniany wcześniej Sire również należy do tej rodziny, a możecie to sprawdzić oglądając nasze zestawienie na kanale TV Guitar Center na YouTube.
Pozdrawiam serdecznie i ogień z gryfu. Tomek Andrzejewski :)


