
Krótko i temat - Cały ten Squier SONIC!
Cały ten Squier SONIC!
Krótko i temat
Już dawno nachodziło mnie, żeby napisać artykuł o tym nowym modelu gitar marki Squier. Wiem, że napisano na ten temat już bardzo dużo treści a i samych materiałów wideo jest ponad miarę, lecz to co dziś pojawi się w tej mojej „grafomanii” będzie zwieńczeniem korzystania z tych instrumentów w realnym życiu. A mówię o tym celowo, ponieważ większość dostępnych materiałów oparta jest o krótkotrwałe testy, natomiast w moim przypadku chcę się podzielić tym, co zauważyłem podczas zwykłego ogrywania i korzystania z tych gitar w mojej codziennej rutynie. Sam posiadam dwie gitary (stratocastera i telecastera) z tej serii i powiem wam, że jestem niesamowicie zaskoczony grywalnością i samym brzmieniem Squiera Sonic-a. Sama nazwa jest dość przewrotna. Ze względu na fakt, że jestem fanem retro games oraz mam syna, który prosił bym zabrał go na pewny film fantasy z nutą zabawy Sonic kojarzy mi się dość specyficznie. Widzę przed oczyma niebieskiego stworka, który ma niesamowitą moc. Jest z innego świata, a na dodatek jest niesamowicie szybki. Zbiera też złote ringi które pozwalają mu użyć ich, gdy chce się teleportować. I mimo, że sama nazwa serii Squiera na bank nie ma nic wspólnego z wyżej wymienionym „kawalerem”, to i tak widzę tutaj zbieżności.

Po pierwsze Squier rezygnując z linii Bullet i powołując do życia serię Sonic przeszedł z jednego świata do drugiego. Produkty z tej linii naprawdę są wzorem jakościowym dla wielu innych budżetowych gitar. Jakość wykonania jest niemal nie do uzyskania przez nawet droższe instrumenty wielu firm. To co zauważyłem to dbałość o detale. Bardzo dobrze położony lakier na korpusie z obfitą paletą dostępną w ofercie to kolejny aspekt przemawiający za tymi instrumentami. Gryfy są bardzo wygodne i zrobione z dobrych materiałów. Widać również, że posiadają wiele cech wspólnych z „prawdziwymi” Fenderami. Jedną z nich jest frez z tyłu gdzie montowany jest pręt w szyjce. Zaślepiony twardym drewnem. Sam otwór dzięki któremu mamy dostęp do regulacji prętem wykończony jest lamówką z tworzywa sztucznego co cechuje tylko droższe instrumenty. Może ktoś stwierdzić, że to przecież nic takiego, lecz moim skromnym zdaniem ma to olbrzymi wpływ na użytkowanie. Dzięki takiemu drobnemu elementowi mamy pewność, że nie uszkodzimy co bądź metalowym kluczem regulacyjnym krawędzi otworu regulacji naprężenia szyjki. Lakierowanie gryfu jest również na wysokim poziomie a nie jest to łatwa sprawa, gdyż gryfy w gitarach Squier Sonic lakierowane są w satynie.

Na dużą uwagę zasługuje również wykończenie krawędzi progów oraz ich nabicie. Jestem niesamowicie zaskoczony tym, jak bardzo starają się pracownicy linii produkcyjnej i co więcej, że potrafią. Widać, że ludzie pracujący przy produkcji posiadają spore doświadczenie i pracują z tym tematem już spory czas. To nie ekipa która jeszcze wczoraj szyła jeansy czy robiła ozdoby choinkowe. Szacunek jak najbardziej się należy. Na plus przemawiają też dobrej jakości podzespoły jak olejowe klucze, mostki tremolo oraz stałe a także przetworniki. Faktem jest, że są to przystawki na magnesach ceramicznych, lecz czuć w brzmieniu, że nie są to przypadkowo „wrzucone” pickupy do przypadkowej „deski”. Można poczuć „Fendera” w „Fenderze” i to, że ktoś spróbował kilku różnych rozwiązań przetworników zanim wybrał konkretnie te. Fajne w serii Sonic jest również to, że mamy sporo różnych konfiguracji. Posiadamy w ofercie telecastery z szyjkami na których znajdziemy podstrunnice z drewna Laurel lub z drewna klonowego. To samo dotyczy linii startów. W gitarach tych znajdziemy mostki stałe jak i mosty typu tremolo. Na dodatek w stratocasterach możemy spotkać rozwiązania opierające się o trzy single lub układ humbucker i dwa single. Czyli dla każdego coś dobrego.

Jeżeli szukamy zestawu na start to oferta zaskakuje dodatkowo całym PAKIEM w którym znajdziemy gitarę, wzmacniacz oraz niezbędne przybory, by nie martwić się już o to „co by się jeszcze przydało”. Taka „paczka” może być niesamowitym prezentem dla bliskiej nam osoby lub dla samego siebie. Jeżeli ważyliśmy kiedyś o graniu na gitarze elektrycznej, to z takim zestawem będzie nam zdecydowanie łatwiej rozpocząć tą właśnie przygodę. Cieszy mnie fakt, że Squier stanął na wysokości zadania. Gram na tych gitarach w domu od kilku tygodni i muszę przyznać, że sprawia mi to niesamowitą radość. Jeżeli chodzi o Stratocastera to jest on bardzo wygodny manualnie, mam wrażenie że gram na sporo droższym instrumencie. Również brzmienie mnie bardzo przekonuje, jest w nim to wszystko czego oczekuje się od rasowego stratocastera a może nawet znajdziemy w nim o wiele więcej, gdyż nie tylko usłyszymy z niego typową jasną „szklankę” ale i z brzmieniami przesterowanymi radzi sobie bardzo dobrze. Nawet brzmieniowy Malmsteen nie będzie nam straszny. Trzeba oczywiście mieć świadomość, że im większy gain tym większe nasycenie nie tylko przesteru ale i nieporządanych szumów, lecz to normalne nawet i w kilkukrotnie droższych gitarach. Ot taka przypadłość przetworników typu single coil. Natomiast na pewno nie uraczymy tego w wersji z przetwornikiem typu humbucker a i takie rozwiązania są dostępne w serii SONIC. Co do telecasterów, to mają ten typowy TWANG. Nie odczujemy tutaj „taniości”, wszystko w tych gitarach gra jak w telecasterach grać powinnych. Chcesz zagrać country? NIe ma sprawy. Może pop lub rock? Ależ proszę bardzo. Myślę, że właśnie seria tele jest dla mnie najciekawsza i najbardziej mnie zaskoczyła. Gitara ta na szyjce z podstrunnicą z drewna Laurel gra bardzo ciepło i jest niesamowicie uniwersalna. Za to ten sam model z klonem na podstrunnicy „strzela” aż miło. Nie musisz wierzyć mi na słowo, niech przekonają cię Twoje własne uszy. Posłuchaj testów na naszym kanale TV Guitar Center lub odwiedź nasz sklep stacjonarny i wypróbuj „namacalnie” te wspaniałe tanie instrumenty, bo naprawdę warto.
Pozdrawiam serdecznie i ogień z gryfu.
Tomek Andrzejewski.


