
Muzyczny katalizator, czyli co potrafi i do kogo jest skierowany wzmacniacz LINE 6 Catalyst
Muzyczny katalizator, czyli co potrafi i do kogo jest skierowany wzmacniacz LINE 6 Catalyst
Era wzmacniaczy cyfrowych posiadających „wszystko” zagościła już na dobre w naszym coraz to bardziej otwartym gitarowym świecie. To co kiedyś było było dla nas delikatnie ujmując „żenujące” wraz z rozwojem technologii stało się niemal wyznacznikiem trendów. Kto z nas nie korzystał z wtyczek VST, pluginów czy właśnie sprzętów cyfrowych? Młodzi ludzie nie znający z autopsji wzmacniaczy lampowych używają tego typu dobrodziejstw i potrafią na nich „kręcić” niesamowicie skuteczne sondy. I nie jest absolutnie tak, że my „starzy wyjadacze” mamy więcej do powiedzenia w temacie brzmienia, bo większość z nas nie ma pojęcia o tym co w muzyce się zmieniło i jakich brzmień gitary dziś oczekuje „gitarzysta” obecnego pokolenia. I nie twierdzę, że nasz wyznacznik sound jest zły, jest świetny dla nas. Ale nie możemy mierzyć wszystkich swoją miarą. Gdyby technologia się nie rozwijała to nadal jeździlibyśmy konno lub wysyłali wiadomości gołębiem pocztowym. Świat się zmienia, my nie musimy. Lecz twierdzenie „cyfra to zło”, „coś śmierdzi cyfrą”, „plastikowy sound” jest już obecnie nie na miejscu, ponieważ można się mocno zdziwić patrząc na jakość samego brzmienia obecnych cyfrowych wzmacniaczy. I tak jak znam ludzi kręcących (wybaczcie że to napiszę) paskudne brzmienie na „lampie” tak i znam takich którzy potrafią stworzyć niesamowicie dobre i skuteczne brzmienie na cyfrze. Oczywiście jest to kierunek w dwie strony. Natomiast wiem z doświadczenia (bo jestem użytkownikiem świata lampy i cyfry), że warto dać szansę nie tylko swoim uszom ale i plecom. Dlatego o ile nie muszę zabierać wzmacniacza z „epoki”, to ratuję się multiefektem lub wzmacniaczem cyfrowym właśnie. Co przemawia za dzisiejszymi konstrukcjami? Większość z nich jest już bardzo łatwa i intuicyjna w obsłudze, potrafi zaskoczyć jakością i mnogością emulacji wzmacniaczy i efektów oraz pozwala na bezpośrednie rejestrowanie dźwięku na komputer. Często wzmacniacze takie mają do dyspozycji edytory na telefon czy komputer, pozwalają również na ćwiczenie z podkładami puszczanymi z różnych źródeł łącząc się za pomocą bluetooth i są niesamowicie lekkie jak na swoje gabaryty. Mają również naprawdę spory „wygar” i w zdecydowanej większości przypadków jesteśmy w stanie zagrać na nich koncert nawet z bardzo głośnym perkusistą, a z doświadczenia pewnie wiecie, że przy tego typu muzykach nie jest to takie oczywiste.

Wzmacniacze cyfrowe obecnych czasów są dostosowane do współpracy z zewnętrznymi multiefektami pozwalając wielokrotnie użytkownikowi skorzystać z samej końcówki mocy i głośnika. Możemy wtedy traktować taki sprzęt jako platformę nagłośnieniową pod nasze procesory efektów. Jest jeszcze jeden bardzo ważny o ile nie najważniejszy powód dla którego warto nie skreślać takowych konstrukcji na starcie. Jaki to powód? Te nowoczesne technologicznie „cacka” kosztują dziś ułamek ceny wzmacniacza lampowego. I nie mówię tu o „ułamku” pomniejszającym cenę względem lampy o kilka procent. Mówię tu sumach, które w wielu przypadkach biorąc pod uwagę podobną moc i o wiele większe możliwości (cyfrowego) wzmacniacza mogą być niższe kilkukrotnie. I tak, nie jest to przecież „lampa”, ale idąc tym tokiem po co nam najbardziej zaawansowane smartphony? Powinniśmy dalej używać telefonów stacjonarnych (to może byłoby nawet pozytywnie wpływające na naszą dalszą ludzką egzystencję), ale jakoś tego nie robimy. Mam wrażenie, że wielokrotnie uważamy się za mądrzejszych od innych mierząc ich swoją miarą, która została wykreowana zupełnie w innych czasach, na innych wartościach i przede wszystkim zbudowana na innych możliwościach. Pomyślcie czasem moi muzyczni przyjaciele mający lat 40, 50 i więcej, czy nie myślelibyśmy podobnie do obecnej młodzieży, gdybyśmy urodzili się w obecnych czasach. Myślę, że odpowiedź jest jednoznaczna. Jest dziś cała masa gitarzystów świętująca triumfy w świecie gitarowej muzyki, która nie zagrała nigdy ani jednego dźwięku na wzmacniaczu lampowym, a brzmią wybitnie dobrze i mają setki tysięcy fanów.

Dlatego nie ma znaczenia czy kochasz Bonamassę, Hendrixa czy Pliniego. Żyj i daj żyć innym. Ale tak jak warto próbować świata cyfrowego, tak i fajnie by było gdyby młodzież miała chęć próbować tego naszego, namacalnego i lampowego. Natomiast na to wpływu nie mamy. Ja jednak zachęcam do poszukiwań i dziś podrzucę wam na tapet wzmacniacz tytułowy. Niewielkich gabarytów Linę 6 Catalyst 60. To całkowicie cyfrowa konstrukcja o niewielkich gabarytach (444 x 505 x 260mm) i niewielkiej wadze która wynosi zaledwie 11.8 kilograma. Na jego pokładzie znajdziemy sześć wybitnie brzmiących symulacji od wzmacniaczy butikowych po mocne highgainowe (Clean, Boutique, Chime, Crunch, Dynamic, Hi gain). Do tego podstawowe i niezbędne efekty jak 6 x Delay, 6 x Modulation, 6 x Pitch (Filters, Synth). NIe mogło zabraknąć również sześciu bardzo dobrej jakości efektów pogłosowych Reverb. Na pokładzie znajdziemy również redukcję mocy na 30W, 0.5W, Mute/Recording oraz dwa niezależne kanały, które możemy dowolnie programować. Posiada on również wyjście liniowe XLR i 4-kanałowy interfejs USB, a to naprawdę dużo jak na sprzęt w tym przedziale cenowym. Na uwagę zasługuje też bezpłatna aplikacja Catalyst Edit dedykowana na komputery stacjonarne (PC oraz MAC) i urządzenia mobilne. Zapewnia ona możliwość szczegółowej edycji każdego parametru brzmienia i efektu. Urządzenie wyposażone jest w kilka dodatkowych niezbędnych i rzadko dostępnych w tej kwocie funkcjonalnych wejść i wyjść. Dzięki wbudowanemu gniazdu słuchawkowemu możemy ćwiczyć w domu nawet w późnych godzinach nocnych nie przeszkadzając domownikom, a samo ćwiczenie możemy wzbogacić o podkład który możemy włączyć podpinając zewnętrzne urządzenie w gniazdo AUX in lub wykorzystując interface audio o próbkowaniu 24-bit/48 kHz. Pętla efektów, to kolejny świetny dodatek, dzięki któremu możemy Podłączyć do urządzenia zewnętrzny ulubiony Delay czy Reverb. Nie mogło zabraknąć również gniazda do podłączenia zewnętrznego footswitcha.

Jeżeli chodzi o głośnik, to na pokładzie znajdziemy dedykowany 12" HC60 Custom Speaker. Jeżeli chodzi o potencjometry to znajdziemy na głównym panelu urządzenia potencjometry: Boost, Gain, Bass, Mid, Treble, Presence, CH Vol, Effect, Reverb, Master. Są tutaj również przełączniki Przyciski: CH A, CH B, Manual, Tap/Tuner, Boost, wybór efektu, wybór reverbu. Na sam koniec zostawiłem informację która pojawiła się na początku tego krótkiego felietonu, a mianowicie fakt, że wzmacniacz ten posiada osobne wejście które może wzmocnić nasz procesor efektów, pomijając całą equalizację Line 6 Catalist. Pozywa to korzystać z urządzenia jako końcówki mocy z głośnikiem, a to nie zdarza się często w budżetowych cyfrowych wzmacniaczach.
Czy warto kupić Line 6 Catalyst? Myślę, że to świetna opcja nie tylko dla początkujących muzyków, ale również jest to genialny sprzęt jako backup bądź system nagrywający do domu lub na scenę. Bardzo dobre brzmienie i sama jakość wykonania powoduje radość z gry na tym sprzęcie i napawa optymizmem, bo jeżeli teraz mamy do czynienia z tak dobrym i skutecznym sprzętem, to na co możemy liczyć za kilka lat?
Pozdrawiam serdecznie i polecam zapoznać się z całą gamą serii Catalyst na stronie Guitar Center, a jeżeli chcecie zobaczyć i posłuchać tego sprzętu w akcji, to odsyłam was na nasz kanał YouTube „TV Guitar Center”.
Pozdrawiam i ogień z gryfu
Tomek Andrzejewski


