Najlepsze monitory odsłuchowe na scenę dla gitarzysty? Fender Tone Master FR-12 oraz FR-10.

Najlepsze monitory odsłuchowe na scenę dla gitarzysty? Fender Tone Master FR-12 oraz FR-10.

Najlepsze monitory odsłuchowe na scenę dla gitarzysty? Fender Tone Master FR-12 oraz FR-10.

 

Fender to firma, która od lat tworzy legendarny sprzęt muzyczny. Ich wzmacniacze gitarowe zyskały sobie uznanie wielu muzyków na całym świecie. Teraz Fender wprowadza nową linię „wzmacniaczy”. W tym artykule skupimy się na dwóch modelach z tej serii - Fender Tone Master FR12 i Fender Tone Master FR10. Jednak zanim nastąpi całkowite odkrycie wszystkich „kart” dotyczących tego moim zdaniem absolutnie genialnego narzędzia (a właściwie narzędzi) jakimi są nowe monitory aktywne Fendera, to naświetlę kilka zagadnienie ze świata po co i dlaczego :)

 

O ile każdy z nas orientuje się po co powstały monitory sceniczne (bo przecież to jasne, że po to, by słyszeć się na scenie), to niewielu wie, że same modelery czy tzw. multiefekty gitarowe były stworzone z myślą, by nagłaśniać je bezpośrednia w „linię”. MIały całkowicie usprawnić pracę akustykom jak i muzykom na scenie. Zamysł był taki, by nie nosić ciężkich wzmacniaczy które nota bene sprawiały czasem wiele problemów z nagłośnieniem, a mieć pod ręką (a właściwie nogą) zawsze niezmienne brzmienie. Prostota działania miała polegać również na tym, że w takim urządzeniu oprócz brzmienia „wzmacniacza” miało znajdować się kilka użytecznych efektów. Na początku nie symulowały one najlepszych „alpów” świata  a zwyczajnie posiadały kanał czysty i jakieś warianty przesterowanego. O ile z tym problemów nie było, to niestety z samą „symulacją” głośnika były, i to olbrzymie. Bazowano w nich na prostym kilkupunktowym EQ, i o ile sam zamysł był dobry, to niestety te kilka punktów na equalizerze było zdecydowanie za małym fragmentem wpływającym na fale dźwiękowe, aby reprodukować odpowiednie brzmienie na tych urządzeniach. I wierzcie bądź nie, ale ten pomysł (ulepszany ze skutkiem dość słabym) istniał latami. Tak naprawdę dopiero wprowadzenie impulsu IR, pomogło zmienić całkowicie świat modelerów. Natomiast profilowanie, które wprowadził wiele lat temu Kemper zmieniło absolutnie wszystko. Brzmienie było już tak dobre, że potrzebowaliśmy faktycznie tylko i wyłącznie dobrego monitora scenicznego, by nasze uszy mogły usłyszeć „prawdziwy” sound gitary. Na dodatek oddany ze wszystkimi niuansami jak artykulacja harmoniczne. Otworzyła się zatem furtka dla producentów samych monitorów i zaczęli kampanię skierowaną do gitarzystów. Wiadomą rzeczą było to, że nam muzykom obsługującym tego typu sprzęt zależy na całkowicie płaskiej charakterystyce sygnału, a większość monitorów była „wielozadaniowa”, więc posiadały dodatkowy preamp mikrofonowy. Nasz multiefekty są już preampami, więc wpinaliśmy preamp w preamp. Ale jakoś trzeba było sobie radzić. Zaczęły jednak powstawać konstrukcje takie jak lampowe wzmacniacze dedykowane do tego typu urządzeń, były one jednak nadal ciężkie i nieporęczne. Bo po co „przerzucać się” na cyfrowe małe urządzenie, skoro musimy nadal dźwigać potężny i ciężki wzmacniacz gitarowy.

 

 

Za ciosem zaczęły pojawiać się zatem małe konstrukcje całkowicie „lat” jak Headrush FR 112 a następnie FR 108. I mimo, że nie były doskonałe, to jednak zrobiły sporą furorę w naszym środowisku. Sam posiadałem oba i są to naprawdę fajne urządzenia. Jednak nie ma się co oszukiwać. Wiele osób ma jednak skłonność do tego, by na scenie wyglądać jednak nadal jak gitarzysta a nie tylko człowiek z gitarą. A cóż jest największym atrybutem dla gitarzysty pomijając instrument? Oczywiście wzmacniacz, i to taki, który widać na scenie. Dlatego firma Line 6 korzystając z nadarzającej się okazji wprowadziła na rynek Power CAB. Przypominał on Combo gitarowe i miał wiele świetnych technologicznie rozwiązań jak możliwość ładowania impulsów IR oraz dodatkowe symulacje głośnika dające nam możliwość używania takiego, jakiego na co dzień używaliśmy ze wzmacniaczem lampowym. I szczerze, było to rozwiązanie absolutnie genialne. Kemper nie pozostawał obojętny a oprócz niego na rynku pojawił się Laney ze swoim autorskim FR, przypominającym kolumnę gitarową 112 lub 212, i to nawet w opcji horyzontalnej. Jednak to co obecnie zrobił Fender, zmieniło chyba wszystko. A to dlaczego? Ponieważ dał na produkt, na który czekała zdecydowana większość z nas mający trzy najważniejsze atrybuty przemawiające za tym, że zdecydowana większość rynku gitarowego go kupi. Pierwszy z nich to jakość dźwięku i możliwość szybkiego reagowania z poziomu tego (wzmacniacza) na sound z głośnika za pomocą equalizacji dodanej na panelu. Drugi to wygląd identyczny z tym, do czego przez lata przyzwyczaiła nas scena gitarowa. Wygląda on po prostu jak zawodowy „wzmak” FENDERA. A trzecia sprawa, to waga. Oba urządzenia ważą w okolicy 12 kg, plus minus kilogram w jedną bądź w drugą stronę. Więc teraz napisze wam szerzej o samej konstrukcji a na koniec wyciągnę wnioski.

 

 

Fender Tone Master FR-12 i FR-10 to konstrukcje identyczne pod względem zastosowanej technologii. Różnią się jedynie albo aż gabarytem i zastosowana wielkością głośnika. Na dodatek są tak proste w obsłudze jak cep. Wpinamy się w input „wzmacniacza” wychodząc sygnałem z naszego modelera i to wszystko. A jeżeli chcemy wypuścić sygnał zwrotny na „mikser”, wychodzimy po XLR outputem z naszego „FRa” i po sprawie. Sam output posiada switch Ground LIft, dzięki któremu pozbędziemy się rumienia jeżeli używamy wielu źródeł zasilania naszych „gratów” i co najważniejsze. Jest całkowicie transparentny dla sygnału. A sprawdziłem to nagrywając sygnał gitary i kręcąc wszystkimi „gałkami” na naszym urządzeniu Fendera. To na co mamy wpływ na Fender Tone Master FR, to korekty brzmienia ale tylko „dla nas” wychodzące z głośnika, by grało i słyszało nam się komfortowo na scenie. Dodatkowo sama konstrukcja posiada nóżki znane z comb Fendera, dzięki czemu możemy ustawić nasz sprzęt pod kątem, by słyszeć się idealnie a nie szukać brzmienia „na własnych łydkach”, rozkręcając coraz głośniej nasz sprzęt. Dodam, że FR jak większość gitarowych wzmacniaczy jest monofoniczny, więc jeżeli używamy sygnału stereo musimy zaopatrzyć się w dwa takie cacka. Lecz co ciekawe, to konstrukcje te nie zabijają ceną, a szczerze powiem, że to dla mnie argument do tego, by nabyć nawet dwie sztuki o ile jest taka potrzeba.

 

 

A oto kilka najważniejszych cech tego sprzętu.

 

Wzmacniacz klasy D o mocy 1000 watów

Wbudowany wzmacniacz klasy D o imponującej mocy 1000 watów stanowi serce tego urządzenia. Zapewnia on maksymalną moc bez zniekształceń nawet przy wysokich poziomach głośności. To gwarantuje, że Twój dźwięk będzie zawsze wyraźny i potężny, niezależnie od warunków scenicznych.

 

Wysokotonowy przetwornik o średnicy 1 cala

Wysokotonowy przetwornik o szerokim rozpraszaniu o średnicy 1 cala dba o klarowność i jasność dźwięku w zakresie wysokich częstotliwości. To sprawia, że każdy detal dźwięku zostaje precyzyjnie odwzorowany.

 

Głośnik Special Design o średnicy 12 lub 10 cali

Wzmacniacz wyposażony jest w specjalnie zaprojektowany głośnik o średnicy 12 lub 10 cali. Ten głośnik jest zoptymalizowany do idealnego odwzorowania impulsów i modeli kolumn głośnikowych Twojego modelatora, co pozwala uzyskać wierny dźwięk.

 

3-pasmowy aktywny korektor

Wzmacniacz Tone Master FR umożliwia precyzyjną regulację brzmienia dzięki trójpasmowemu aktywnemu korektorowi. Dodatkowo, funkcja regulacji tłumienia wysokich częstotliwości pozwala dostosować dźwięk do różnych pomieszczeń i warunków scenicznych.

 

Lekka obudowa ze sklejki

Waga wzmacniacza Tone Master FR-12 wynosi zaledwie 12,7 kg, co czyni go niezwykle lekkim i przenośnym urządzeniem. Możesz łatwo przewozić go na każdy koncert bez zbędnego obciążenia.

 

Zintegrowane nóżki

Specjalnie zaprojektowane nóżki pozwalają nachylić wzmacniacz do tyłu, co kieruje dźwięk w Twoim kierunku i utrzymuje odpowiedź na osi, nawet na niewielkich scenach. To rozwiązanie zapewnia optymalne brzmienie niezależnie od rozmiaru miejsca występowania.

 

Design wzmacniaczy Fendera

Design wzmacniacza FR został zainspirowany klasycznymi wzmacniaczami Fendera, co nadaje mu autentyczny wygląd i styl. To nie tylko potężne narzędzie muzyczne, ale także atrakcyjna estetycznie część Twojego sprzętu muzycznego.

 

Podsumowując, Fender Tone Master FR12 i FR10 to innowacyjne „wzmacniacze” gitarowe, które łączą świetną jakość brzmienia oraz wzmocnienia z nowoczesnymi rozwiązaniami technologicznymi. Oba modele oferują elastyczność konfiguracji i przede wszystkim mobilność. Dla gitarzystów, którzy poszukują przystępnego cenowo, a zarazem profesjonalnego monitora odsłuchowego na scenę oraz do domu, a przy tym wyglądającego jak rasowe lampowe combo Fendera, to Fender Tone Master FR12 i FR10 będą strzałem w dziesiątkę.