
Nowe oblicze popularnej gitary, czyli Yamaha Pacifica Standard Plus w akcji!
Nowe oblicze popularnej gitary, czyli Yamaha Pacifica Standard Plus w akcji!
I stało się. Po wielu dekadach instrumentów Yamahy z logo Pacifica na główce otrzymujemy zupełnie inny instrument. Może zagalopowałem się pisząc inny, nazwę go świeżym. Dlaczego? Bo tak naprawdę zmieniło się i dużo i mało, a na dodatek dostaliśmy dwie odsłony. Instrument z Indonezji oraz zacnej stolicy Yamahy czyli Japonii. Zacznę od tego, że gitary Pacifica bez względu na odsłonę (a „kilka” ich było) zawsze trzymały poziom. Kiedyś uważałem, że to świetne gitary ale dla nikogo. Wytłumaczę skąd taka myśl. Szukając instrumentu zawsze patrzyłem w stronę gitary, która przecierała szlaki, którą słyszę na wielu płytach, widzę na wielu koncertach. Jest to gitara, której brzmienie rozpoznaje po pierwszych dźwiękach. Oczywiście już słyszę treść sceptyków - „przecież to człowiek gra, a nie gitara”, „ nie ważne na czym, ważne jak”. Zgadzam się z tym i podpisuję obiema rękoma, natomiast czy tak jest do końca? Strat brzmi jak strat, telecaster jak telecaster, Gibson jak Gibson, nawet Ibanez brzmi jak Ibanez, a Yamaha? Brzmi po prostu dobrze. Aż dobrze i tylko dobrze? Natomiast muszę powiedzieć, że myliłem się i uświadomiłem to sobie kilka lat temu. Dlatego, że po pierwsze każdy instrument jest skierowany do innego odbiorcy, a po drugie uważam, że oprócz Mike Sterna nikt za bardzo nie dał tym gitarom szansy na zaistnienie w mainstreamie. A przecież już podstawowa Pacifica 112 jest wykonana jak na swoją cenę nie tylko dobrze, a wybitnie dobrze. Możemy lubić sportowe samochody, drogie limuzyny, lecz po mieście jeździmy kombi. I Yamaha do teraz była właśnie takim kombi. Porządny instrument, niezawodny i nie za drogi. Podzespoły z dobrej półki a do tego grywalność na poziomie komfortu, który wystarczy by zagrać próbę, koncert czy ćwiczyć godzinami bez zmęczenia rąk i uszu. I szczerze? To zupełnie wystarczy. Może nie są to gitary do podziwiania, ale za to bez stresu można kupić podstawową wersję swojemu dziecku na start i na bank nie będzie się zawiedzionym. Sam dostrzegam, że splendor i chwała to jedno, a ciężka praca to drugie. A do ciężkiej pracy nie potrzebne są złote grabie, ale dobrze naostrzona kosa czy sierp. Zatem co z tą Yamahą, że warto pisać o niej artykuł? Otóż Yamaha postanowiła wbić się na półkę gitar butikowych jak wcześniej zrobił to Ibanez z serią AZ. Do tego zrobił to dokładnie tak samo pod względem marketingowym, gdyż ma serie indonezyjskie i japońskie. Zastanawia mnie tylko fakt, że do dziś nie mają topowych endorserów (a przecież ich na to stać), no może Matteo Mancuzo coś odmieni w tym temacie. Zdecydowanie bardziej mają rozwinięty w tym temacie rynek gitar basowych, ale nie o tym. Przynajmniej nie dzisiaj, bo temat dość ciekawy. Może warto zrobić o tym osobny artykuł.

Wracam dziś do gwiazdy dzisiejszych treści, czyli tym bardziej budżetowym instrumentem jakim jest Yamaha Pacifica Standard Plus wykonana w indonezji. Już od samego progu widać zmiany. Wizualnie są to zmiany kosmetyczne, ale niesamowicie dające się odczuć. Sam frez pod przedramię, mocowanie szyjki z korpusem i podfryzowane miejsce pod wysokie progi, specyficznie ale i agresywnie docięta maskownica, wszystko to tworzy spójny ale i nowoczesny wygląd inspirowany Japońskim City Pop Art. Korpus wykonany jest z olchy i możemy rozróżnić na ten moment cztery kolory. Pierwszy omawiany dziś Sparkle Blue, drugi Ash Pink, trzeci black oraz czwarty Shell White. Dostępne są też dwie opcje podstrunnicy. Palisander i klon, obie o radiusie 13,75” oraz z nabitymi dwudziestoma dwoma progami Medium Stainless Steel. Szyjka o kształcie płaskiego „C” wykończona jest w satynie a hardware zainstalowany w tych instrumentach to japoński Gotoh. Most to Gotoh 510T FE-1 a klucze Gotoh Locking Tuners. Gitary te zaopatrzono w struny D'Addario XL-120/ 0.009-0.042 oraz gigbag. To fajny dodatek w czasach, gdzie nie ma nawet ładowarek w pudełkach ze smartphonami.

Jednak największe zaskoczenie to przetworniki. A dlaczego? Ponieważ nikt by się nie spodziewał tego, co zrobiła Yamaha. Idąc w tego typu instrumenty liczymy na znane rozwiązania jak Seymour Duncan, DiMarzio, Bare Knuckle czy Fishmany Fluence. Przecież to dziś standard w większości marek dostępnych w sklepach w tej półce cenowej. Jednak Yamaha musiała się wyłamać i postanowiła połączyć siły z producentem jednych z najdroższych stołów mikserskich i preampów na świecie. A chodzi tutaj o firmę Rupert Neve. Powstały zatem nowe przetworniki o nazwie Reflectone HS7. Jakie są moje odczucia i jak brzmią? Zatem są skuteczne, dobrze miksują się z innymi instrumentami i możemy osiągnąć brzmienia klasycznych szklistych singli, jak i mocnych rockowych brzmień. Moim zdaniem firmę z gitarami na tych przetwornikach czeka przecieranie rynku. I nie chodzi tu o to, że przetworniki brzmią gorzej od konkurencji, bo moim zdaniem brzmią momentami nawet skuteczniej. Problem polega na tym, że jesteśmy osłuchani z brzmieniem konkretnych instrumentów, a tutaj jest niespodzianka. Wiem jedno. Gitara wygląda świetnie, jest bardzo grywalna, brzmi w każdej stylistyce (a przynajmniej w tych bliższych mi) bardzo dobrze i jest świeżym powiewem od tych wszystkich klonów pieczonych i klasycznych przetworników hurtem pakowanych do wszystkiego co ma struny i wydaje dźwięk. Polecam zaznajomić się z tym modelem (modelami), dodatkowo posłuchać naszego testu na YouTube (kanał TV Guitar Center), oraz do odwiedzenia naszej strony, gdzie znajdziecie pełne informacje o tych nietuzinkowych gitarach. Prawda jest taka, że dziś za około pięć tysięcy złotych możemy nabyć naprawdę nietuzinkowy i świetny jakościowo instrument, a Yamaha Pacifica Standard Plus jest jednym z nich.
Pozdrawiam serdecznie i ogień z gryfu - Tomek Andrzejewski.


