Przetworniki P-90 w budżetowych Single-Cut? Zestawiamy Sire L7V z Schecter Solo Special.

Przetworniki P-90 w budżetowych Single-Cut? Zestawiamy Sire L7V z Schecter Solo Special.

Przetworniki P-90 w budżetowych Single-Cut? Zestawiamy Sire L7V z Schecter Solo Special.

Decydując się na gitarę, często wybieramy najpierw wzrokiem. Kiedy już wybierzemy odpowiedni kształt, kolor, drewno z którego ma być wykonana, zastanawiamy się na hardwarem. Gdy już dokładnie wiemy z czego i jakiej marki ma być nasz wymarzony instrument należy podjąć decyzję jaką zaimplementować elektronikę. Mam tutaj oczywiście na myśli przetworniki. Sam po sobie wiem, że wybór zazwyczaj pada na sprawdzone rozwiązania jak single i humbuckery w wersji pasywnej lub aktywnej. Nie bez kozery jest też rodzaj magnesów, gdyż inaczej brzmią przetworniki na ceramikach a inaczej na alnico V czy 2. Sporym wyzwaniem jest też dobranie odpowiedniego poziomu wyjściowego. To od niego zależy jak szybko będzie nasycał się przesterem nasz wzmacniacz i ile będzie słyszalnych harmonicznych. Ale pomijając te wszystko niuanse, czy zastanawialiście się nad zupełnie innym modelem przetwornika? Przetwornikiem, który daje nam zupełnie nowy wymiar postrzegania naszego wzmacniacza i samego brzmienia gitary? Tak często pomijanego przy naszych wyborach, a potrafiącego tchnąć nowe życie nie tylko w gitarę, ale i naszą twórczość. Jak już możecie się zorientować po tytule, mowa o przetworniku P-90. Ale skąd się wzięła ta konstrukcja?

Pod względem technicznym jest to przetwornik jednocewkowy, trochę jak singiel. Jednak w odróżnieniu od niego posiada krótszą i cieńszą cewkę. Przeważnie występuje w mniejszej obudowie niż przetworniki typu humbucker, więc nie będzie pasował kształtem w ewentualne miejsce po nim, gdybyśmy chcieli go podmienić. Samo brzmienie przetwornika P-90 określane jest jako pośrednie między humbuckerem a singlem. Pickup jest bardzo dynamiczny z pięknym pasmem wysokim, środkowym i niskim. Ma też rewelacyjną odpowiedź na artykulację i jest odporny na sprzężenia zwrotne. Najsłynniejszym modelem gitary wyposażonym w ten przetwornik jest Epiphone Casino. Początki produkcji P-dziewiędziesiątki szacowane są na rok 1946, w którym to oficjalnie zawitał w gitarze marki Gibson.

 

Dziś zaprezentuję wam dwa instrumenty, które nie zrujnują was finansowo, a mogą być genialnym instrumentem podstawowym. Mogą być też świetną alternatywą do rozbudowy naszych brzmieniowych arsenałów. Pierwszą z gitar będzie już znany nam Sire L7, z tym, że z zaaplikowanymi właśnie przetwornikami P-90. Model ten w nazwie ma dopisek „V”, które jest nawiązaniem do słowa „vintage”. Myślę, że nie jest to do końca uczciwe, ponieważ przetwornik ten potrafi nieźle „załomotać” na mocniejszym przesterze i bardzo dobrze „skleja dźwięki” przy szybszych solowych przebiegach. Konstrukcja tej gitary to klasyka w najczystszej formie. 

Body oraz wklejona szyjka „set in neck” (czyli wklejona pod gryfowy przetwornik) wykonane są z mahoniu. Na szyjkę naklejono hebanową podstrunnicę. Gitara została wyposażona w dwadzieścia dwa progi jumbo, idealnie wykończone przy krawędziach. Instrument posiada most typu Tune-O-Matic oraz blokowane klucze. Sama gitara jest bardzo grywalna manualnie i oczywiście wyposażona w przetworniki P-90 w kremowych puszkach. Natomiast jego kolegą (bo z pewnością nie konkurentem) jest instrument, którego nigdy nie brałem pod uwagę, gdyż go po prostu nie znałem. Wpadłem na niego przypadkowo, gdy przeglądałem instrumenty na ścianach w Guitar Center (wyobraźcie sobie ile wisi tam gitar, skoro nie zwróciłem na niego uwagi :) Gitarą tą jest Schecter Solo Specjal. Nie będę ukrywał, że szukałem instrumentu właśnie do tego porównania i ta miała interesujące mnie pickupy P-90 (w jego wypadku zwą się Schecter USA V-90) i jest w stylu single-cut. Instrument ten charakteryzuje się wyjątkowo wygodnym gryfem o profilu modern „C” wykonanym z twardego klonu, wklejonym w mahoniowy korpus. Posiada on palisandrową podstrunnicę, na którą nabito idealnie wykończone progi X-Jumbo. Radius wspomnianej podstrunnicy to czternaście cali, czyli trzysta pięćdziesiąt pięć milimetrów. Dzięki temu możemy zejść bardzo nisko jeżeli chodzi o akcję strun, a na dodatek gra na tym instrumencie jest wyjątkowo komfortowa. Sama gitara bardzo dobrze odnajduje się w mocniejszych stylistykach oraz klasycznym rocku. Bardzo ciekawym rozwiązaniem jest most Tone Pros Wraparound AVT-II, który jest jedną bryła odpowiedzialną za naciąg strun jak i za ich menzurę. Ma to wpływ na wybrzmienie i prostotę użytkowania. Dodatkowo mostek ten wraz z kluczami marki Grover wzorowo trzyma strój. Gitara którą ogrywałem polakierowana jest w białym matowym kolorze. Pisząc polakierowana mam na myśli, że w całości jest biała od gryfu po korpus :)

Po testach mogę jednoznacznie stwierdzić, że oba instrumenty to porządne gitary, które pozwolą sprostać najcięższym powierzonym im zadaniom. Brzmienie jest bardzo „pro”, a same użytkowanie sprawia, że radość z ich obsługi na długo pozostaje w pamięci. A co ważniejsze, chce się ciągle do nich wracać. Dla mnie jednak typowym klasykiem w tej dwójce jest Sire z prozaicznego powodu. Jest bardziej uniwersalny. Można śmiało wydobyć z niego około bluesowe soundy, a nieco grubszy gryf hamuje mnie przed bieganiem po gryfie (choć i to jest możliwe bez żadnego dodatkowego nakładu siły).

Sprawdźcie zatem oba instrumenty w konfrontacji między sobą na naszym kanale YouTube i dajcie znać w komentarzach, która gitara zrobiła na was pozytywniejsze wrażenie. Pozdrawiam serdecznie i "ogień z gryfu” - Tomek Andrzejewski.