
Sire Larry Carlton - Mówię sprawdzam nowym rozwiązaniom zestawiając dwie nowości w modelach S7 Vintage i S3.
Sire Larry Carlton
Mówię sprawdzam nowym rozwiązaniom zestawiając dwie nowości w modelach S7 Vintage i S3.
Nowości marki Sire Larry Carlton to niekończąca się historia, która co kilka miesięcy pisana jest na nowo. Może nie tyle co pisana a bardziej nadpisywana (fajne określenie, takie modern :) Sytuacja ta wiąże się z rozwojem marki i wprowadzaniem na rynek nie tylko nowych rozwiązań (delikatnie je dwakując), ale dotyczy również wdrażania modeli, które nie kosztują majątku i są dostępne dla każdego. O wiele większe zaskoczenie może nas przeszyć, gdy taki tańszy model ogrywamy. Dlaczego? Proste, bo mimo że tańszy to poza drobnymi różnicami w hardwerze są doskonałymi instrumentami. Żeby to udowodnić zestawię dziś najnowszy model gitary Sire Larry Carlton S7 Vintage z jego tańszym bratem jakim jest Sire Larry Carlton S3. Z oboma modelami mieliśmy już do czynienia, lecz obecne wersje różnią się nieco od swoich poprzedników. W szczególności model „wyższy” (celowo zapisałem w cudzysłowie, rozwinę to w dalszej części) ma znaczącą zmianę na jaką niewątpliwie fani tych instrumentów czekali już jakiś czas. Tym razem rozpocznę od niższej półki cenowej. Uważam że wszystkie modele z cyfrą „3” są wyśmienitymi kompanami tak na scenę jak i do studia. To nie jest tak, że tańszy jest dla mniej wymagających, a droższy to dla elity i mistrzów rzemiosła. Te czasy już dawno odeszły w niepamięć, przy dzisiejszej technologii frezarek CNC, powtarzalność jest zaskakująca, a oszczędności między modelami zazwyczaj dotyczą oprzyrządowania samych instrumentów. Śmiem stwierdzić i myślę, że zdecydowana większość mi przytaknie, że w obecnych czasach bardziej liczy się konkretny egzemplarz niż sama seria czy nawet marka. I faktem jest, że powtarzalność jest domeną instrumentów droższych, natomiast coraz częściej spotykamy się z tym również w modelach niższych. Przykładem tego jest obecna seria Ibanezów z serii GRG czy GRGR z mostkami typu Floyd Rose. Te do niedawna kojarzone z „gorszym sortem” gitary obecnie zaskakują nie tylko jakością wykonania, brzmieniem i wykorzystanymi rozwiązaniami jak wspomniany most, ale również tym, że w tak niskim przedziale cenowym dostajemy prawdziwy instrument a nie gitaro podobny produkt za drobne. Testowałem te gitary przed ich oficjalną premierą i jestem pod wrażeniem stabilności stroju i samej jakości wykonania. Wiem, że delikatnie odbiegłem w innym kierunku, natomiast chciałbym zobrazować Wam jak bardzo mamy zakłamany obraz tanich instrumentów w czasach obecnych. Mógłbym do tego grona dołożyć Squiera Sonic następcę znienawidzonego Bulleta, a także kilka innych gitara z niższej półki. Ale wracając do naszego Sire S3 mogę stwierdzić, że jeżeli szukacie jakości stawiając na swój instrument a nie chcecie lub po prostu nie możecie pozwolić sobie na drogie gitary, to ta seria rozwiąże wasze wszystkie problemy. Mahoniowy korpus (w testowanym egzemplarzu w czerwonym nowym w line-upie kolorze) posiada most typu dwupunktowe tremolo z pełnymi siodełkami i grubym ramieniem tremolo. Most jest stabilny i świetnie trzyma strój, mimo, że gitara nie posiada blokowanych kluczy. Są to natomiast klucze olejowe bardzo dobrej jakości. W gitarze zaimplementowano trzy przetworniki typu single coil, które brzmią nieco grubiej niż w droższym instrumencie, ale czy jest to wada? Nie wydaje mi się. Gitara gra po prostu nieco inaczej. Ale tak samo skutecznie jak jej starszy odpowiednik. Szyjka ma kształt grubszego „C i zbudowana jest z klonu, natomiast podstrunnica o radiusie 9,5” wykonana jest z palisandru. Na podstrunnicę nabito dwadzieścia dwa grube progi jumbo i dopracowano je naprawdę perfekcyjnie. Krawędzie podstrunnicy są zaokrąglone, co w instrumentach z tego przedziału cenowego się zwyczajnie nie zdarza.

Co do modelu Sire Larry Carlton S7 Vintage to największą zmianą jest wprowadzenie podstrunnicy z palisandru. Do tej pory gitary te posiadały podstrunnice z klonu prażonego i wiem, że wielu gitarzystów odpuściło zakup tylko ze względu na fakt braku właśnie takiej opcji jak palisander. Teraz nie mamy wymówki bo sama gitara jest niesamowicie grywalna i bardzo równa brzmieniowo. Dzięki zastosowaniu palisandru jako materiału na podstrunnicę, możemy odczuć mniej świszczącej góry, jest to ważne szczególnie w sytuacji gdy gramy na gitarze typowo startowej z przetwornikami w układzie trzech przetworników single coil. Korpus zbudowano z olchy, która jest drewnem bardzo równym i „gładkim” w alikwotach. Zastosowano tutaj most jakim jest dwupunktowe tremolo ze stalowym blokiem i siodełkami z walcowanej na zimno stali. Przełącznik działa jak w serii S3 czyli w pięciu pozycjach. Szyjka zbudowana z klonu pieczonego o kształcie bardzo zbliżonym do tańszego modelu posiada naklejoną podstrunnicę z pięknego ciemnego palisandru a nabito na nią dwadzieścia dwa progi. Są to progi duże i doskonale wyprowadzone. W gitarze tej znajdziemy również mała różnicę względem tańszego instrumentu jaką jest zestaw sześciu blokowanych kluczy. To nie wszystko, dlatego że klucze te nie tylko są blokowane, ale i posiadają dwie różne wysokości trzpieni. Cztery z nich od strony cieńszych strun są niskie a dwa wysokie. Ktoś może zapytać”ale po co”. Odpowiadam zatem. Takie rozwiązanie pozwala na ułożenie struny po wyjściu z siodła w odpowiednim kącie. Dzięki temu struna nie wypadnie z siodełka a nie będzie tu potrzebny żaden docisk strun na główce. Ma to spory wpływ na stabilność stroju przy używaniu mostka tremolo i warto mieć to z tyłu głowy kupując instrument ,bo może pomóc nam to w podjęciu decyzji zakupu.

Reasumując. Gitary te to zawodowy sprzęt dla amatora i zawodowca. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie a i każdy z instrumentów oferuje nieco inny lecz nadal klasyczny sound. Jeżeli wahasz się między którymś z modeli, to zapraszam Cię na zestawienie wideo na naszym kanale YouTube obu tych gitar. Może będzie to wartość dodana do kiełkującej w Twojej głowie chęci zakupu. A może po prostu nie masz pojęcia jak różnice specyfikacyjne wpływają na brzmienie tych gitar? Odpowiedź znajdziesz w naszym filmie.
Pozdrawiam serdecznie i ogień z gryfu - Tomek Andrzejewski.


