
Tanio czy drogo? Czyli nie samą ceną człowiek żyje, ale uchem które dał mu Pan.
Tanio czy drogo? Czyli nie samą ceną człowiek żyje, ale uchem które dał mu Pan.
Zestawiamy Yamahy Pacifica ze skrajnych półek cenowych.
Cena czyni cuda! Tak brzmiał kiedyś slogan znanego sklepu z elektroniką użytkową w Polsce. Jest on najbardziej aktualnym sloganem i można by pomyśleć, że był nim odkąd ludzie zaczęli się wymieniać towarami. Każdy zdroworozsądkowy szuka „taniej”. Czasem „taniej” jest wrogiem „dobrego” a winnym przypadku zupełnie nie ma to znaczenia. W świecie rebranderingu oraz wiecznego medialnego kłamstwa ciężko się w odnaleźć. Jeżeli do produkcji „ekologicznego” rabarbaru zezwala się ekologicznym producentom używać randapu, to jak można wierzyć w cokolwiek. Czasem nasze poszukiwania „taniego” biorą się zwyczajnie ze zmagania się z dużą ilością opłat i mniejszych przychodów, a innym razem z oszczędności. Najgorszą skrajnością jest natomiast zaciskanie pasa ze zwykłego skąpstwa. O ile nie ma to wpływu na nasze zdrowie a nawet może pomóc (mniej posiadanych rzeczy, to więcej czasu na realne życie i spędzanie go zazwyczaj na życiu w „plenerze”, lecz zakupy z powodu skąpstwa w sklepie spożywczym najgorszej jakości produktów, to już atak na samego siebie. Lecz czym jest „taniość”. Dla każdego to zupełnie inny pułap cenowy. Dla dewelopera w Warszawie tanio to piętnaście tysięcy złotych za metr kwadratowy mieszkania blisko centrum, a dla innego bułka za dwadzieścia groszy. Wiadomą rzeczą jest to, że za jakość trzeba płacić. Że firmy latami pracują na swoją markę i zainwestowały przeolbrzymie pieniądze w marketing i często na badania swoich produktów. Lecz kiedy chiński producent okularów za dziesięć złotych dostaje zlecenie od projektanta mody typu (Paco Rabanne) a następnie on wprowadza to na rynek z własnym logo nie zmieniając zupełnie parametrów stali czy szkła na najlepszą jakość a tylko brander uje właśnie swoim logotypem i ludzie płacą za to tysiące to jak ma się to do jakości właśnie. Jestem za dopłacaniem do jakości, gdy jest oczywiście ku temu możliwość finansowa, ale jestem zrozpaczony patrząc na ludzi, którzy sugerują się czymś drogim (niekoniecznie lepszym) po to by udawać kogoś kim nie są. To jak z kupowaniem przez ludzi kopii z oryginalnym logotypem by pokazać się kolegom, bo chyba niczym innym nie potrafią zaimponować. Widzę to wielokrotnie w środowisku muzycznym i gitarowym. Nie generalizuję, ale jednak jest spory odsetek gitarzystów mających spore ilości sprzętów bardzo drogich, a grający bardzo słabo i myślących nadal, że za brzmienie odpowiada właśnie wyżej wspomniany sprzęt. Powiedzenie „więcej sprzętu niż talentu” obnaża nasze wewnętrzne ja. Jeśli dotyka cię obecna treść, to warto się zastanowić nad naszym podejściem. Tematem który wiąże się z dzisiejszymi przemyśleniami jest ten o którym wspominałem w poprzednich artykułach a mianowicie o tym, że więcej dziś znaczy dobry marketing niż zdrowy zakupowy rozsądek. Dlatego polecam poczytać wcześniejsze moje „wypociny”, gdyż mogą rzucić nowe światło na nasz tok myślenia a dzięki temu wyciągnąć nowe wnioski i zredukować wydatki a otrzymując pełnowartościowe produkty :)

Dziś postanowiłem przedstawić Wam towar najdroższy w swojej klasie jeżeli chodzi o instrument marki Yamaha nie będący produktem wykonanym w Japonii z najtańszą w swojej klasie gitarą tej marki. Najpierw grywalność. Samo użytkowanie obu gitar jest bardzo wygodne. Szyjki są dość podobne jeśli chodzi o odczucia manualne, wiąże się to z bardzo zbliżonym (o ile nie identycznym) profilem gryfu. Szyjki wykonane są z klonu i posiadają palisandrowe podstrunnice na które nabito po dwadzieścia dwa progi. Warto jednak wspomnieć, że w modelu Yamaha Pacifica Standard Plus zastosowano progi stalowe. Korpusy wykonane są z drewna olchowego i są dość podobne, ale i tu widać kilka subtelnych ale i ważnych szczegółów. Instrument droższy ma sporo ergonomicznych podcięć oraz dodatkowo wcięcie w miejscu połączenia szyjki i korpusu, by wygodnie się grało w wysokich rejestrach. Różnice dostrzegalne to zastosowany hardwere. W Yamaha Pacifica Standard Plus otrzymujemy najwyższej jakości podzespoły takie jak dwupunktowe tremolo marki Gotoh 510T FE-1, klucze Gotoh Locking Tuners i przetworniki Reflectone HS7. Przetworniki (układ HSS) stworzone we współpracy z renomowanym producentem Rupert Neve Designs oferują niezrównaną wszechstronność brzmienia. W modelu Yamaha Pacifica 112V (bo o niej jest wspominam gdy piszę „tańsza gitara”) ma zaimplementowany most tremolo typu vintage oparty o sześć śrub, Standardowe klucze olejowe w linii oraz przetworniki w układzie HSS na magnesach Alnico V.

Natomiast to co zaskakuje w taniej Yamaszce to fak, że jest wyjątkowo dobrze wykonana, nie ma tutaj oszczędności typu „zastąpimy drewno na korpus jakimś byle jakim materiałem” bo jednak opierają się nadal na drewnie olchowym co dziś jest znane tylko z instrumentów sporo od niej droższych. Dodatkowo bardzo dobrze wszystko jest spasowane i dopracowane technicznie. Widać, że chyba jednak Yamaha ma najlepszą kontrolę jakości na świecie. Zawsze trzymają poziom. Brzmieniowo to również bardzo przyjemny instrument. Jest równy i sprosta wszelakim zadaniom. Możemy grać na nim cięższe gatunki muzyczne jak i lekkie i przyjemne dźwięki znane z czystych barw akompaniujących. Model nowy, czyli Standard Plus jest już topową gitarą i tu nie ma drogi na skróty. Jakość drewna, brzmienie, wykorzystany hardware i przetworniki oraz jakość techniczna sprawia, że gdyby nie świadomość, że gitara wykonana jest w indonezji można by pokusić się ze stwierdzeniem, że to topowy instrument. I moim zdaniem mimo indonezyjskiego pochodzenia jest ona faktycznie topową gitarą. Polecam posłuchać różnic brzmieniowych ale nie w celu wybrania „która lepsza” ale żeby uświadomić sobie, że oba instrumenty mogłyby śmiało grać w jednym zespole i tak naprawdę uzupełniałyby się w miksie. Zatem potraktujcie to zestawienie, jako prezentację jakości i namacalnego słuchowego doświadczenia tego, że cena dziś nie jest wyznacznikiem użytecznego brzmienia (oczywiście jest to wybiórcze), A logo po zakryciu na główce przestaje mieć wielokrotnie znaczenie.
Pozdrawiam serdecznie i ognia z gryfu
Tomek Andrzejewski.


